SODALICJE MARIAŃSKIE
 

Wymiar duchowy

Mieczysław Łacek

Co przynosi sodalicja? Sodalicja „niesie życie, a życie droższe nad wszystko, bo nadprzyrodzone”. W sodalicji spełniają się słowa, które Kościół wkłada w usta Maryi „Kto Mnie znajdzie, znajdzie żywot i wyczerpie zbawienie od Pana” (Prz 8,35).

1. Rozwijanie życia nadprzyrodzonego

Dla sodalicji mariańskiej ważne jest nie tylko dochowanie wierności przykazaniom, ale dążenie do doskonałości chrześcijańskiej. Sodalicja zmierza do rzeczywistego udoskonalenia swych członków, by stali się o ile możności, doskonałymi sługami Bożymi przynoszącymi korzyść Kościołowi we wszystkich sferach społeczeństwa. Sodalicja wymaga coraz więcej od członków pracy duchowej (modlitwy, cnoty, ofiarności, umartwienia), pracy dla chwały Bożej itd. Z stąd wynika zalecenie do częstego korzystania ze środków do tego służących „jak rozmyślanie, rachunek sumienia, ścisłe rekolekcje, częste przyjmowanie sakramentów świętych”. 

Sodalicja odradza poszczególne dusze. „A gdzie szukać dusz świętych, gdzie łatwiej uświęcić duszę, jak w nie szkole świętości i doskonałości, jakimi są Sodalicje, według opinii Papieży i samych Świętych!” Sodalicja uświęca życie, w niej znajdujemy skarby zasług na niebo. W sodalicji też znajdujemy Maryję, „a kto ją znajdzie, ”.

Rozwija życie nadprzyrodzone prostota i szczera we wszystkich sprawach intencja na wzór Maryi. Dusza nasza na wzór Maryi ma być „w całej swej istocie i w każdym czynie zawsze Służebnicą Pańską”. Według św. Augustyna prostota i szczera intencja jest okiem duszy, bo kieruje wzrok człowieka ku niebu, do Boga.

Sodalicja jest jakby „wychowawczym stowarzyszeniem religijnym”, „chce być prawdziwym ogniskiem życia nadprzyrodzonego, opartego na rozwoju całej osobowości człowieka”. 

Według Ustaw Ogólnych Kongregacji Prima Primaria w Rzymie celem Sodalicji Mariańskich jest rozbudzenie w jej członkach szczególnego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny, a przez opiekę Matko Bożej doprowadzenia ich do pobożnego i chrześcijańskiego życia, by kiedyś szczęśliwi umierali. O. Koster w przedmowie do książeczki sodalicyjnej, tak zachęcał młodzież: „Młodzi powinni być przeniknięci tego rodzaju pobożnością i miłością Bożą, by sami z siebie dążyli ku zdobywaniu dobra i pełnili je, aby kiedyś z pożytkiem dla bliźnich tymi cnotami błyszczeli, które nabyli w latach nauki. Zakon Towarzystwa jezusowego jest za tym, by Sodalisi nie tylko często przystępowali do sakramentów św., codziennie słuchali Mszy św., ale by łączyli się w stowarzyszeniach według wspólnych praw. Tam uczyć się winni samodzielności duchowej i przez dobrowolne zobowiązanie się oddać się życiu pobożnemu, we wzajemnej zachęty czerpać siłę do otwartego wyznawania swych przekonań”. 

Cel najwyższy Sodalicji więc to dążenie do doskonałości według swego stanu i do apostolskiej reformy swojego stanu. Sodalicja się nigdy nie starzeje i jest zdolna przystosować się do potrzeb wieku i ludzi. Stoi otworem dla wszystkich, ale nie wtłacza do jednej Sodalicji „nienaturalnie różnorodnych członków”, bo to przeszkadzałoby w gruntownym ich urobieniu. Ten charakter „zawodowy” to trzecia cecha Sodalicji Mariańskich i w nim tkwi jej potęga. Nie powołuje się do Sodalicji, jak to mam miejsce w różnych bractwach, ludzi z różnych warstw i stanów. Każda warstwa i każdy stan ma swoją oddzielną Sodalicję. Osobna jest Sodalicja np. dla starszych mężczyzn z inteligencji, inna dla pań wykształconych, inna dla uczącej się młodzieży, inne dla kupców i młodzieży kupieckiej, dla rzemieślników i uczącej się rzemiosła młodzieży itd.

„Sodaliska – ideał, to osoba ugruntowana w wierze, spokojna w wykonywaniu praktyk religijnych, dzielna w życiu świeckim, nie starająca się afiszować z tym, że jest katoliczką”. Co jest konieczne, by ten ideał osiągnąć? „Mrówcza praca nad sobą, kontrola tejże przez prezydentkę, czy przez ks. Moderatora …; zdawanie sprawy miesięczne, roczne ze swej pracy nad sobą i swego fachu…”


A to wszystko ma czynić pod opieką Najświętszej Maryi Panny. Sodalicja jest jakby szkołą, która pod hasłem Najśw. Maryi Panny jednoczy i wyrabia ludzi o gruntownych, głębokich przekonaniach religijnych ludzi, ludzi, dla których święta katolicka wiara wraz z praktykami swemi nie jest czczą tylko formą, ale samą treścią życia i źródłem poświęcenia dla dobra rodziny, społeczeństwa, całej Ojczyzny.

Potwierdzają ten cel „Ustawy Zasadnicze Sodalicji Mariańskich” z roku 1910: Sodalicje Mariańskie […], wyrabiają sodalisów na wybitnych chrześcijan, stosownie do stanu swego szukających tak własnej doskonałości, jak zbawienia i udoskonalenia bliźnich, a dzielnie walczących w obronie Kościoła Chrystusowego przeciw wysiłkom jego wrogów.

Metropolita Lwowski Jozef Wilczewski na wiecu sodalicyjnym we Lwowie 30 września 1904 roku mówił: „Nie będę rozwodził się szeroko nad celem Sodalicji. Przede wszystkim nie wolno nam zapominać, że celem jej głównym, to udoskonalenie się własne, to uświęcenie się własne. Kładę nacisk na to, gdyż im ktoś doskonalszy, tym bardziej kocha Boga; im bardziej Jego kocha, tym bardziej kocha bliźniego; im ktoś lepszy, tym bardziej kocha Kościół; swoje społeczeństwo i swoją Ojczyznę! Prawdziwy chrześcijanin tym zacniej pełni swoje obowiązki, aniżeli każdy inny, bo inaczej nie zasługuje na imię Chrześcijanina. Ten cel wszyscy musimy mieć ciągle na oku, w ten cel tylko wpatrzeni przejdziemy przez to Zycie dobrze wszystkim czyniąc. Tym samy proszę wszystkie Dzieci Maryi i wszystkich Sodalisów, aby świecili jawnym przykładem dobrego, uczciwego życia chrześcijańskiego”.

Arcybiskup Lwowa bł. Józef Wilczewski zatwierdzając ustawy Sodalicji Mariańskiej Panów we Lwowie dodał: „Do tej pracy nad wyrobieniem sobie za pomocą czci N. Panny ducha nieustraszonego, męstwa chrześcijańskiego, wierności swoim obowiązkom prywatnym i społecznym”.

Dążąc do doskonałości sodalisi mają za przewodniczkę Matkę Bożą. Pod Jej opieką prowadzą prawdziwe chrześcijańskie życie i dążą do doskonałości. W uświęcaniu się pomagają wspólne nabożeństwa do Maryi. Papież Benedykt XIV w „złotej bulli” pisze, że chrześcijańską doskonałość zdobywa się „przez oddanie się w szczególny sposób czci i służbie N. Bogarodzicy”.

Dążenie do doskonałości, to przede wszystkim praca nad sobą: unikanie wad, zdobywanie cnót i umartwienie. To również walka z szatanem, poprzez częstą spowiedź św., Komunię św., Mszę św., odprawianie rekolekcji, codzienny rachunek sumienia.

„Przez swoją treść wewnętrzną, przez rekolekcje, konferencje miesięczne, prace w sekcjach … Sodalicja dała mi poznanie i pogłębienie zasad życia wewnętrznego, wskazała, jak opierać na nich pogląd na świat i pracę społeczną”.

„W Sodalicji nauczyłam się poddawać z całą ufnością i wiarą woli Boga”. 

Dzięki Sodalicji ktoś inny nauczył się „głębiej patrzeć na życie wewnętrzne, więcej czuwać i częściej zastanawiać się nad sobą, oraz coraz gorliwiej i chętniej wypełniać swoje obowiązki”.

O. Jan Rostworowski SJ na Kongresie Mariańskim w Przemyślu w roku 1911 mówił: Pierwszorzędny cel Sodalicji Mariańskich […] leży w sferze pracy wewnętrznej, nad udoskonaleniem własnym. […] W Sodalicjach Polskich wyraźnie czyni postępy praca duchowa nad udoskonaleniem własnym.

A pierwsza rezolucja przyjęta jednogłośnie na tym Kongresie w Przemyślu (1911) głosiła: W przeświadczeniu, że życie sodalicyjne jest i z najgłębszej swej istoty musi być nadprzyrodzonym życiem łaski Bożej, Wiec Sodalicji Mariańskich wyraża gorące pragnienie, by Sodalicje polskie jak dotąd tak i nadal do tego główną przywiązywały wagę, by członków swoich w życiu łaski uświęcającej zachować i pomnożyć, a jako środek celu wskazuje ostrożność w przyjmowaniu członków, jak najczęstsze używanie sakramentów św., gruntowne rekolekcje doroczne, wielki nacisk na obowiązek codziennego rachunku sumienia.

Głównym środkiem w osiągnięciu wyżej wymienionych celów według Alfreda Wróblewskiego T.J. to: ustawiczny wzrost czci i miłości do Najświętszej Maryi Panny, różne praktyki religijne i rozwinięte życie wspólnotowe Sodalicji. Następne to: w określone dni wspólne spotkanie z nauką Moderatora, z wspólną modlitwą i śpiewem ku czci Maryi; coroczne rekolekcje; przystępowanie do sakramentów świętych, szczególnie w dni maryjne, codzienne odmawianie modlitwy konsekracyjnej (oddanie się Matce Bożej), cząstki albo dziesiątek Różańca św.; codzienne paru minutowe czytanie pobożnych dzieł (literatura ascetyczna, apologetyczna, żywoty świętych i sług Bożych) oraz rachunek sumienia i pełnienie uczynków miłosierdzia.

By życie duchowe wzrastało potrzeba częstego przyjmowania sakramentów św., codzienny rachunek sumienia, doroczne rekolekcje, nauki duchowe („krótkie a jędrne”), czytanie duchowne i modlitwa, ale bez dewocji. 

VI Zjazd Związku Sodalicji Mariańskich uczennic szkół średnich z roku 1928 przestrzegł przed utonięciem wyłącznie tylko w pracy, ale zachęcał by zadbać o życie wewnętrzne poprzez codzienne rozmyślanie i czytanie duchowne, które ma stanowić „walny środek w udoskonaleniu życia wewnętrznego”. Wezwano wtedy Wydział wykonawczy do wydania „drukiem rozmyślań i czytań duchownych, dostosowanych do potrzeb duszy uczennic szkół średnich”.

2. Rozwój cnót (które nas upodabniają do Maryi)


Powinniśmy rozwijać cnoty, które nas upodabniają do Maryi. 

Posłuszeństwo

„We wszystkim, co do sodalicyjnego życia należy, niech się sodalisi wszyscy starają chętnie i łatwo pójść za poleceniem i radą moderatora. Niech też szanują i słuchają prefekta i wyższych urzędników, a także i niższych w rzezach, które do ich urzędu należą”. Szatana pokonuje się bronią „posłuszeństwa Bogu, a po Bogu i tym ludziom, którzy mają prawo rozkazywać nam w imię Boga”. Jako rycerze Maryi sodalisi naśladują Maryję w Jej posłuszeństwie: Oto ja służebnica Pana mojego… Sodalisi chętnie idą za radą, poleceniem moderatora w sprawach sodalicyjnych.

„Rozpatrując cnoty, które są konieczne, aby nas podnieść do zupełnego podobieństwa z Maryją, napotykamy pierwszą z nich: cnota cierpliwości”. Sodalis, który chce się stać podobny do swej Matki, musi z zapałem praktykować cnotę cierpliwości. Mieć świętą cierpliwość jak Maryja to znaczy mieć świętą zdolność cierpienia, święte mistrzostwo, świętą umiejętność cierpienia, to mieć świętą cierpliwość znoszenia wszystkiego, cierpień zewnętrznych i wewnętrznych, cierpień ciała i duszy, cierpień własnych i cudzych, pojedynczych i „wielkich szeregów cierpień”, to znosić ze spokojem rozczarowania, straty, niewdzięczności, niesprawiedliwości. „Cierpliwość zabrania wszelkich gwałtownych wybuchów smutku, uśmierza łzy, łagodzi żale, nie dozwala, aby człowiek w swej boleści stał się niezdolnym do spełniania swych obowiązków, niesprawiedliwym dla swego otoczenia, jednym słowem: aby nie stracił panowania nad sobą!” Cierpliwość to bycie panem swego życia, swych emocji. Cierpliwość nie pozwala smucić się bez końca. „Święta cierpliwość leczy najboleśniejsze rany serca, nie rozrywa ich rozmyślnie na nowo, nie znajduje upodobania w ustawicznym rozgrzebywaniu minionego cierpienia; wie, że nie ma dnia bez kłopotu, a jak nie usuwa cierpień, które mają nastąpić, tak samo nie wywołuje ponownie tych, które minęły, nie smuci się bez końca”. Święta cierpliwość wznosi wzrok ku niebu, bo cierpień, którego człowieka spotykają na ziemi nie można porównywać z tym co czeka człowieka w niebie. Środkiem do zdobycia takiej cierpliwości jest gotowość do brania co dzień swego krzyża, nie uważać go za największego na świecie, nie przesadzać, a modlić się w godzinie utrapienia i smutku.

Każdego sodalisa powinna zdobić cnota wierności. „Wszak wierność to obyczaj sodalicyjny”. Kto jest człowiekiem wiernym? Ten kto dotrzymuje raz danego słowa, woli ponieść szkodę niż nie dotrzymać obietnicy. „Wierność zatem oznacza wybitną stałość woli, która obowiązek, przyjęty dobrowolnie, nawet wtedy chce wypełnić, kiedy jest połączony z trudnościami i ofiarami”. Wierność jest oznaką charakteru stałego. Można na takiego człowieka zawsze liczyć. Jeśli coś przyrzekł, tego dotrzymuje. 

Wierność posiada dwie strony: przyrzeczenie i dopełnienie. Przyrzeczenie to zobowiązanie się do wierności. Katolik zobowiązuje się np. do wypełniania przykazań, do niedzielnej Mszy św., a sodalis ponadto jest zobowiązany m.in. do uczęszczania na zebrania, do miesięcznej spowiedzi i częstej komunii św. Bardziej zobowiązuje do wierności przyrzeczenie złożone wobec świadków i uroczyście. Takie uroczyste zobowiązanie i wobec świadków składa każdy Sodalis Matce Bożej gdy przystępuje do sodalicji mariańskiej. Dopełnienie to wykonanie zobowiązania, pomimo przeszkód.

Do człowieka ukształtowanego w pełni prowadzi praca wewnętrzna nad sobą. „Tylko osoba pracująca przez całe życie nad uświęceniem własnym, może być dobrą wychowawczynią”. Praca nad sobą to walka całe życie ze swoimi namiętnościami, to praktykowanie cnót. Praca nad sobą, to „życie z Bogiem i z Boga przez łaskę”. Życie z Bogiem, to wieczorny rachunek sumienia z uwzględnieniem wady nałogowej, to poranne rozmyślanie, to roczne rekolekcje, to stały spowiednik, to częsta komunia św. Życie nadprzyrodzone bowiem „nie jest jakąś nadbudówką, luźnie związaną z życiem, nie jest prądem, płynącym obok życia naturalnego, jakąś świąteczną rzeczywistością. Jest to powszedni dzień chrześcijanina, żyjącego w stanie łaski, to jego codzienny chleb, to samo ludzkie życie, podniesione do godności zasługi na wieczność”. 

Sodalisi wnoszą do swojej pracy „obowiązkowość, karność, systematyczność i inne zalety”. Jedynie Bóg może sodalisa „doprowadzić do aureoli cnoty nadprzyrodzonej i zasługi nieśmiertelnej”. Generał jezuitów O. Aquaviva w pierwszej regule w r. 1587 pisze do wszystkich Sodalicji: „Jest pożądanym, żeby Sodalisi nie tylko w szczególny sposób cześć Jej (Maryi) oddawali, ale wstępowali w Jej ślady przez pełnienie cnót, przez czystość obyczajów i życia, przez wzajemną miłość, i aby żywą gorliwością wywyższali Jej Najświętsze Imię”.

Sodalisi powinni innych przewyższać w cnotach pobożności, czystości, pokorze, skromności, pilności i z sumiennością mają spełniać obowiązku swego stanu. 

W „złotej bulli” Gloriosae Dominae (1748) papież Benedykt XIV pisał o Sodalicji: Trudno uwierzyć jakie pożytki spływają na wszystkie warstwy ludzkiego społeczeństwa z tej chwalebnej i pobożnej instytucji, urządzonej w wieloraki sposób według stanu sodalisów na podstawie świętych i zbawiennych praw i starannie rozwiniętej roztropną troskliwością jej zarządów. Jedni bowiem w młodziutkich latach, obrawszy pod opieką Maryi drogę niewinności i pobożności, potrafili przez wszystek czas wieść żywot nieposzlakowany, jak na chrześcijanina i sługę Maryi przystało, dając dobry przykład, i trwając w dobrym do końca. Inni zaś łaską Matki Bożej, której cześć w kongregacji oddają, porzucili ponętę występków w które byli uwikłani i drogi niezborne którymi stąpali, a nawróceni szczerze, czysty potem i sprawiedliwy i pobożny żywot wiedli, i przy pomocy ćwiczeń pobożnych w kongregacji używanych, szczęśliwie w nim wytrwali. Inni wreszcie z wcześnie zaszczepionego nabożeństwa do Matki Bożej na wyższy stopień miłości Boga postępując, opuścili wspaniałomyślnie próżne i marne tego świata dobra i rozkosze, obrali sobie świętszy i pewniejszy stan duchowny, a ślubami zakonnymi do krzyża Chrystusowego przybici, własnemu uświątobliwieniu i zbawieniu dusz się oddali.

W starych kronikach sodalicyjnych, w pamiętnikach i we wspomnieniach przechowała się piękna i budująca tradycja, że ze słowem Sodalis Marianus wiąże się: Żywa, gorąca wiara, obok niezachwianego męstwa i odwagi, prawość charakteru i szlachetność obok głębokiej pobożności do Maryi. Za przysięgę, za słowo honoru, za motyw, żeby wierzyć, wystarczyło powiedzieć: Jakem Sodalis Maryi! Powiedzenie „ut sodalis sum” – „Sodalis Marianus jestem!” uważane było za najważniejsze słowo honoru”. Dowodem w Polsce jak bardzo ceniono godność sodalisa jest „przysięga: Ut Sodalis sum – Jakem Sodalis Maryi, która była wyrazem obywatelskiej wierności i prawości”. 

Cnoty młodzieńca sodalisa 

„Statut Sodalicyj Maryańskiej Młodzieńców” z roku 1916 zaleca by młody sodalis był bardzo obowiązkowy, a ta obowiązkowość, by była posunięta aż do skrupulatności, tzn. by sumiennie chodził na zebrania sodalicyjne i nabożeństwa, a w razie nieobecności usprawiedliwił ją i sumiennie płacił składki. By miał poczucie odpowiedzialności za swoje czyny, spełniał „czyny sodalicyjne”. By był pracowity i uczciwy. Nadto skromny, by szanował dziewczyny dobre, a unikał moralnie złych. By był czysty w postępowaniu, w myślach, w mowie i śpiewach. By zachowywał trzeźwość, nie wysiadywał po karczmach, nie chodził po nocach. A bawił się w gronie uczciwych ludzi i nie grał w karty, nie uczestniczył w loteriach, był oszczędny, szanował cudze dobro, by nie robił lekkomyślnych długów. Sodalis jest dla bliźnich życzliwy: „swoich wspomaga, obcym nie szkodzi, wrogom przebacza, wszystkim w potrzebie stara się dobrze czynić”. Interesuje się też sprawami Kościoła, Ojczyzny, społeczeństwa, „broni ziemi i ojcowizny i popiera polski handel”. Nie należy do stowarzyszeń liberalnych, wrogich Kościołowi.

Cnoty młodzieńca sodalisa: obowiązkowość posunięta aż do skrupulatności, duże poczucie odpowiedzialności, pracowitość i uczciwość, skromność, czystość w postępowaniu, w myślach, w mowach i śpiewach. Młodzieńcy sodalisi mają przestrzegać trzeźwości, unikać złych zabaw, gry w karty, w loterie, chodzenia do karczm. Mają bawić się w gronie uczciwych ludzi i unikać dziewcząt moralnie złych. Ma być oszczędny, nie robiący długów. Dla bliźnich życzliwy, pomagającym innym, wrogom przebacza. Interesuje się sprawami Kościoła, Ojczyzny, społeczeństwa, broni ziemi ojczystej, popiera handel polski. Dba o chorych sodalisów, odwiedza ich, pociesza, pomaga w biedzie, w razie śmierci bierze udział w pogrzebie.

Według młodego sodalisa celem i zadaniem sodalicji mariańskiej „jest wyrobienie młodzieży na prawdziwych, dobrych obywateli kraju i wiernych synów Ojczyzny”.

10 przykazań młodych sodalisów:

1. Sodalis jest gorliwym i konsekwentnym chrześcijaninem – katolikiem i wiernym synem Ojczyzny.
 
2. Sodalis jest szczególniejszym czcicielem Najświętszej Marii Panny, której cnoty (wiarę, miłość, czystość, pokorę i posłuszeństwo) stara się naśladować. 

3. Sodalis wypełnia zawsze i bezwarunkowo swój obowiązek, nie cofając się przed żadną trudnością. 

4. Sodalis jest pełen czynnej miłości bliźniego i pomaga mu przy każdej sposobności w potrzebach duszy i ciała. 

5. Sodalis posiada odwagę cywilną i postępuje zawsze według swych sodalicyjnych zasad, nie zważając na opinię ludzką. 

6. Sodalis jest czysty w myśli, mowie i uczynku i zwalcza wszelki brud. 

7. Sodalis pracuje nad wyrobieniem swego umysłu i charakteru. 

8. Sodalis odprawia codziennie wieczorny rachunek sumienia, jako konieczny warunek postępu duchowego. 

9. Sodalis daje wszystkim dobry przykład, w szczególności zaś kolegom i rodzeństwu. 

10. Sodalis przystępuje co miesiąc do wspólnej Komunii świętej i uczęszcza regularnie i punktualnie na nabożeństwa i zebrania sodalicyjne. 

Młodzieżowe Sodalicje Mariańskie mają wyrabiać w młodzieży przede wszystkim solidarność i życzliwość pełną poświęcenia. Mają uczyć odpowiedzialności za swoje czyny, uczyć życia oszczędnego, trzeźwego i czystego i urabiać ich na dobrych synów i córki Kościoła św. i Ojczyzny.

Cnoty młodej sodaliski

Statut szczegółowy Sodalicyi Maryańskiej Uczennic Szkół Krakowskich kanonicznie erygowanej przy kaplicy sodalicyjnej w kościele św. Barbary pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława Kostki w Krakowie, mówi, że sodaliski mają: wzorowa zachowywać się w szkole i poza szkoła, powinny być pobożne i mieć głęboką cześć i miłość do Najświętszej Maryi Panny, pilnie i gorliwie spełniać swoje obowiązki, być skromnym i uprzejmym w swym zachowaniu, odznaczać się łagodnością, uczynnością.

VI Zjazd Związku Sodalicji Mariańskich uczennic szkół średnich (1928) skierował prośbę do swych członków, by zadbały o „ducha ubóstwa, czystości i posłuszeństwa”. Duch ubóstwa, to ubóstwo w duchu, to pokora i winna się uzewnętrzniać: „wobec Boga w ukochaniu modlitwy, wobec bliźnich w szczerym szacunku dla starszych, a w niekłamanej życzliwości i wyrozumiałości dla koleżanek”. A duch posłuszeństwa u sodalisek ma być widoczny „w nieugiętym i konsekwentnym spełnianiu wszystkich obowiązków swego stanu”.

Sodalicja wyrabia w młodzieży przede wszystkim „solidarność i życzliwość pełną poświęcenia”, uczy „obowiązkowości i poczucia odpowiedzialności za swoje czyny”, zaprawia ich „do oszczędności i do życia trzeźwego i czystego”, urabia ich „na dobrych synów Kościoła św. i Ojczyzny”.

Jak młody człowiek stał się sodalisem, to był tym sodalisem później jako: rolnik, rzemieślnik, czy jako wojownik w chorągwi pancernej, czy huzarskiej, czy był wojewodą, czy senatorem, mieszczaninem, czy szlachcicem, ziemianinem, urzędnikiem, dygnitarzem, a nawet królem.

Rachunek sumienia, rekolekcje i asceza miały przyczyniać się do rozwoju życia wewnętrznego, a także do rozwoju cnót. W Sodalicji pielęgnowano ducha oddania Bogu i miłości bliźniego. 

„Hart ducha, czystość obyczajów i miłość w czynach okazywana wszystkim potrzebującym, żywa i gorąca wiara obok niezachwianego męstwa i odwagi, prawość charakteru i szlachetność obok głębokiego życia religijnego i serdecznej miłości do swej Matki i Pani, cechuje sługi i synów Maryi. „Należenie do Sodalicji nauczyło mnie kształcić swą wolę przez wysiłek w podporządkowaniu się nie raz drobnym, lecz stanowczym wymaganiom, jak to: punktualność, regulamin domu sodalicyjnego itp.”

Cnoty dojrzałego sodalisa

P o k o r a   i   p o s ł u s z e ń s t w o

W ćwiczeniu pokory i posłuszeństwa pomagają spotkania sodalicyjne, w czasie których potrzebne jest podporządkowanie się władzom. Pokora to przypisywanie swojego wzrostu łasce Bożej, a z drugiej strony czynienie sobie wyrzutów, ze nie dość wykorzystało się łaskę Bożą. Posłuszeństwo jest niezmiernie ważną cnotą, bo na niej oparty jest cały ustrój społeczny, porządek świata, państwa, organizacji społecznych. Człowiek powinien być posłuszny Bogu najpierw Bogu, bo zobowiązał go do tego już Bóg w raju. „Kto oddaje Panu Bogu dobra swoje przez jałmużnę, sławę swoją przez poddanie się upokorzeniom, ciało swoje przez umartwienie i posty, oddaje tylko cząstką samego siebie, ale kto poświęca Bogu wolę swoją, poddając się posłuszeństwu, ten oddaje wszystko, co ma”. „Przez inne cnoty oddajemy Bogu co do nas należy, a przez posłuszeństwo oddajemy samych siebie”. „Lepsze posłuszeństwo niż nabożeństwo”. Wypełniając rozkazy przełożonych, wypełniamy wolę Bożą, a lekceważąc ich, lekceważymy samego Boga. „Kto was słucha, mnie słucha, kto wami gardzi, mną gardzi”. Sodalis powinien odznaczać się: posłuszeństwem względem ks. moderatora i zarządu sodalicji, zgodą i bratnią (siostrzaną) miłością, odczuwaniem i wnikaniem w życie Kościoła. Więcej ma zasługi ten kto jest posłuszny ludziom, niż ten kto jest bezpośrednio posłuszny Bogu samemu. „Nigdy nie zbłądzi ten, kto jest prawdziwie posłusznym, bo choćby zbłądził, odpowiadają za niego przełożeni”. Winno się być posłusznym szczególnie duchowieństwu, które jest lekceważony, a jednak bardzo ważne w życiu ludzkim, bo dotyczy ono spraw duchowych i życia wiecznego.

Największym nie posłuszeństwem było nieposłuszeństwo aniołów, potem nieposłuszeństwo pierwszych rodziców w raju. A całe życie Jezusa Chrystusa ciągłym posłuszeństwem Ojcu niebieskiemu. Winniśmy Jezusa w tym naśladować1.

M i ł o ś ć    o j c z y z ny (patriotyzm)

Polskie sodalicje mariańskie były przesiąknięte patriotyzmem, jak i zresztą całe społeczeństwo w tych czasach. Posłuszeństwo wobec Ojczyzny było najważniejsze po posłuszeństwie Bogu. „A jeżeli komu droga do nieba otwarta, to tym co służą Ojczyźnie”.

Odpowiednio do stanu, możliwości i warunków winni sodalisi odznaczać się również czynnym miłosierdziem i duchem szczerze apostolskim.

Sodalis powinien cenić solidarność społeczną:
„We wspaniałym skarbcu przymiotów i zalet polskiego serca, które potrafi w pewnej danej chwili zdobyć się na heroizm, odczuwa się dotkliwie brak takich czynników, któryby tamtym zaletom zapewniły trwały rozwój i ciągłe działanie, to brak:  r o z w a g i ,  p o r z ą d k u ,  w y t r w a ł o ś c i ,  s u m i e n n o ś c i  o b o w i ą z k o w e j ,  a w życiu społecznym    b r a k    s o l i d a r n o ś c i. Na wszystkich polach naszego życia i działania te braki znaczą się  n i e ł a d e m    i  b e z s i l n o ś c i ą”.

R o z t r o p n o ś ć

Sodalis ma być roztropny, tzn. nie powinien „posuwać się zbyt daleko, czy w prawo, czy w lewo”.

S o l i d a r n o ś ć

Solidarność sodalisów objawia się w  u c z u c i u. Sodalisi  powinni się  czuć  jedną rodziną Najśw. Panny: mieć odwagę, by odważnie i z chlubą przyznawać się do sodalicji, powinien dbać o jej honor i dobre jej imię poprzez dobre życie.

Solidarność w  c z y n a c h: na zebraniach i na ulicy „uściskiem ciepłej ręki” przywitają się i zamienią parę życzliwych słów z innymi sodalisami; w razie potrzeby niech też zwrócą się do siebie „o radę, wskazówkę, pomoc, rekomendacje itp.”; niech każdy wstępujący do sodalicji wie, że w bracie-sodalisie znajdzie pomoc, poparcie i obronę.

„Oficjalnym wyrazem solidarności muszą dalej być zebrania”. Miarą solidarności jest udział w zebraniach i nabożeństwach, solidarność w pracy wspólnej (jedność planu, kierunku, podziału zadań, wierność w wypełnianiu powierzonych zadań). „Poczucie solidarności, tak często pomijane w państwowym i religijnym życiu, solidarności, która troszczy się o dobro państwa i Kościoła, należy do zakresu naszej pracy i naszych obowiązków, bo każdy z nas powinien tam wnieść swą współpracę”.
Przeszkody w solidarności: l e n i s t w o, w y g ó r o w a n y  i n d y w i d u a l i z m , p e s y m i z m,  s z a b l o n, f r a z e s, n a s t r o j o w o ś ć, d e w o c j a. 

Do prawdziwego życia zakonnego potrzebna jest suma drobnych poświęceń i wysiłków w wypełnianiu swych obowiązków, unikanie bierności. Sodalis nigdy nie może mówić: „Nie mam czasu”.

Są osoby, które działają za dwóch, za trzech, ale w tym celu, by ciągle być pierwszymi, zauważonymi, by znaleźć się w centrum. Nie potrafią być prostą cegiełką w budowie, pełnić rolę szeregowca. Potrzebują ciągłej pochwały, uznania. A gdy zostaną upomniani są obrażeni, tracą energie, ofiarność. Ten wygórowany indywidualizm burzy społeczne działanie, odstręcza innych do działania.

Polska natura „jest wygórowanie wrażliwa i do przesady czuła na wszystkie ujemne strony, jakby każda rzecz była malowana samymi tylko kolorami czarnymi”. Brakuje nam zdrowego optymizmu, wzajemnej wyrozumiałości, cierpliwości, sztuki „czekania i nie zrażania się niepowodzeniem i stateczna praca nad usuwaniem niedostatków w ciągłym rozwoju naprzód”.

Życie nie zna szablonu, bo inaczej będzie martwe i przyjmie skostniałe formy, tak też i życie sodalicyjne. Rozwój ma iść od wewnątrz, a nie przez zewnętrzne szablony. „Szablon jest z natury swojej wrogiem życia”. Nie wolno narzucać innym sodalicjom tego co robią np. rozwinięte już sodalicje; nie można nakreślić z góry planu np. prac sekcyjnych nie licząc się z własnymi siłami, możliwościami oraz przyjmowania na ślepo obcych form życia, przepisów. Nawet w przyrodzie nie ma dwóch takich samych listków. Może się tak zdarzyć, że w imię jedności korporacyjnej próbuje się narzucić pewne formy, rozmiary itp. Inni zaś w zapale dla sprawy Bożej z góry chcą zakreślić sodalicjom plany ich działania, rozwoju, nie licząc się z liczbą sodalisów, ich talentem, pozycją społeczną i z materialną możliwością sodalicji. A czasami na ślepo, bez zastanowienia się, czasami bezmyślnie przyjmuje się cudze formy i przepisy. „Owocem szablonu jest nienormalny rozwój, który ujawnia się w gwałtownym parciu do pracy, członków jej nierozumiejących, niezdatnych, biernych; stąd obustronne zniechęcenie, zastój”. Każda sodalicja ma swój typ, swój charakter i swoje odrębne warunki bytu. Rozwój od wewnątrz jest bardziej płodny, może na początku ubogi, ale zdrowy i trwały.

Frazes objawia się najpierw w mowach przy każdej sposobności, w prostych życzeniach, przy wyborach, w tonie panegirycznych przemów na temat zasług pojedynczych osób i sodalicji. Frazes widoczny jest również i w panegirycznych sprawozdaniach z działalności sodalicji. Frazes może być słowny lub czynny, opanowuje czasami wszystkie manifestacje, publiczne występy i obchody sodalicyjne. Cechami sodalicyjnego ducha powinny być raczej „szczerość, treściwość, prostota, czyli innymi słowy prawda”.

Kolejne niebezpieczeństwo to nastrojowość. Pewne osoby szukają nastroju nie tylko w literaturze, sztuce, w teatrze, ale także w modlitwie, w korzystaniu z sakramentów i w życiu sodalicyjnym. Nastroje służą często za motyw wiary. Nastroju szuka się w kazaniach, książkach duchowych. A nastrój „to sztuczne chwilowe podniecenie fantazji, nerwów, które nic nie zbuduje, ani do budowania nie usposobi” Ta zmienność nastrojów, to właśnie: raz sztuczne podniecenie, drugi raz smutek. Nie można budować prawdziwej pobożności chrześcijańskiej na nastrojach, ale na zasadach rozumnych i rozumowych, bo wiara „nie polega na uczuciowości i wrażeniu, ale ze zdrowym rozumem się zgadza”. „W kongregacji mariańskiej dajmy pokój szukaniu i wyrabianiu”. Na nastroju nic nie można zbudować bo ono jest zmienne i nieobliczalne („jak pogoda kwietniowa”). Nastroju potrzebują nie zdrowe, silne natury, lecz rozbite, zdenerwowane, słabe indywidualności138. W sodalicji mariańskiej powinno się dawać „silny, razowy chleb duchowy, nie pianki i mgiełki i słodycze, które podobać się mogą na chwile, a w rzeczywistości duszy nie nakarmią”. Dobry, razowy chleb to zdrowa nauka dogmatyczna podana w katechizmie, to „proste, jędrne przemowy pouczające o elementarnych zasadach pracy nad sobą, o modlitwie, rachunku sumienia, dobrym przyjmowaniu sakramentów świętych”. 

Dewocja to fałszywa pobożność, która polega na tym, że bierze ona formę za treść, zewnętrzność za wewnętrzność. „Istota dewocji, w jej niedobrym znaczeniu, to przesunięcie punktu ciężkości cnoty, z tego co jest środkiem – na obwód, z tego co jądrem – na łupinę, z samej rzeczy – na to, co jest zewnętrznym objawem”. Prawdziwa pobożność to miłość Boga, to służba Boża, pełne oddanie się Bogu, pełnienie woli Bożej. Sprawdzianem prawdziwej pobożności jest spełnianie woli Bożej, która polega na miłości Bożej: Kto zna przykazanie moje i zachowuje je, ten jest, który mnie miłuje! (J 14,21). Dewota często się modli i długo, bardzo dokładnie odprawia różne, obrane przez siebie pacierze i sumiennie wyszeptuje każde słowo modlitwy, a odłogiem leżą jego obowiązki rodzinne, zawodowe, społeczne. Dewot kładzie nacisk na zewnętrzną obserwację. Innych będzie krytykował i gorszył się z „lada ułomności”. Obce mu będą: cichość, pokora, darowanie uraz, przebaczenie, bezinteresowność. Dewot posuwa się do dużych zewnętrznych umartwień, bierze z pobożności to co zewnętrzne, a unika rzeczy wewnętrznych, istotnych, bardziej duchowych. Dewot nie ma w sobie równowagi, pokoju, pogody, łagodności, niezadowolenie swoje wylewa na otocznie poprzez zgryźliwość im twardość w sądach, jest nieszczery z Bogiem.

W sodalicji należy się bronić przed dewocją. Dewocja to wytworzenie w sobie atmosfery modlitwy, rozmyślania, w której się chętnie przebywa, nie bacząc na to, czy ktoś z bliźnich mnie potrzebuje: „zajęty sobą staje się nieczułym na potrzeby współbraci”.

Również należy się wystrzegać faryzeizmu, m.in. formalizmu, ducha sekciarskiego i wyrachowania. Formalizm to pojmowanie religii w kategoriach prawnych. Najważniejsze są przepisy, czystość zewnętrzna, rytualna, zachowywanie świąt, postów. Przesunięcie punktu ciężkości z miłości do Boga i bliźniego, z cnót miłosierdzia i ofiary, w stronę drugorzędną w stronę zewnętrznej legalności i poprawności. Duch sekciarski to podkreślanie odrębności, wyjątkowości, uważanie się za świętszych od innych150. Wyrachowanie to „coś za coś”. „Faryzeizm wprowadził tu jakąś matematyczną równość między zasługami, a zapłatą Bożą doczesną, owszem, umiał nawet dokładnie określić, jakie nagrody należą się od Boga za ten lub ów dobry uczynek i na odwrót – jakich występków karą są te lub owe nieszczęścia i plagi”. Sodalis to człowiek budujący swoje życie i swoją działalność na życiu wewnętrznym, nie wynosi się i nie stara się podkreślać swoją odrębność i nie oblicza ile za co mu się należy od Boga, ale wszystko przyjmuje z pokorą. Ma być antytezą „teologii faryzeuszów”.

„Sodalicje zaprawiają do pokory, umartwienia, miłości Boga i bliźniego, zwłaszcza chorych i ubogich, a na tym polega życie cnotliwe”.

3. Zwalczanie wad

Rozwojowi dobra utrudniają nasze wady. Jednymi z nich są: pesymizm i bierność154. Pesymizm, to „robak podgryzający każdą inicjatywę, każdy czyn”. A rodzi się on z braku pogłębienia wiary, braku ufności i z barku miłości do Boga i bliźniego. Miłość do Boga zachęca do czynu, a ufność w moc i opatrzność Bożą nie dopuści do zwątpienia i smutku. 

Bierność wynika często z braku dostatecznego zrozumienia słów Jezusa i z braku świadomości jakie obowiązki ciążą na dzieciach Bożych157. Sodalis nie ulega pesymizmowi, bo nie wątpi w zwycięstwo dobrej sprawy, jego ufność jest pogłębiona i ustalona.

Mieczysław Łacek