SODALICJE MARIAŃSKIE
 

Rachunek sumienia sodalisa/sodaliski

RACHUNEK SUMIENIA SODALISA
I SODALISKI1

Dlaczego wstąpiłem(am) do Sodalicji? Czy pragnąłem(am) wówczas większego udoskonalenia, czy też wiodła mnie tam próżność. Czy pobudką była gorąca miłość Maryi, czy też wzgląd ludzki, któremu oprzeć się nie chciałem(am)? Jaką obecnie moja pobudka, czystą ona zupełnie, czy też jeszcze ziemska, jeszcze interesowną?
W jaki sposób zdobywam wiedzę religijną? Czy staram się o pisma, wśród których pierwsze miejsce zająć powinien „Sodalis Marianus”, o dzieła religijne, zwłaszcza apologetyczne, i czy czytam je uważnie? Jakie wyniki na tym polu osiągnąłem(am)? Czy znam podstawowe prawdy wiary i rozumiem je? Czy wątpliwości staram się rozwiązać przez czytanie odpowiednich dzieł lub przez poradę u osób uświadomionych religijnie? Czy w razie upartych wątpliwości z pokorą poddaję swój rozum pod Objawienie Boże i wątpliwości łamię modlitwą? Czy dla podtrzymania wiary, nie zaniedbuję lektury duchowej i czy smak w niej znajduję? Czy wszelkie zarzuty przeciw wierze, jakie o uszy moje się obijają, umiem odeprzeć lub staram się znaleźć na nie odpowiedź? Czy błędną naukę nowych kościołów, jakie u nas powstają, znam i umię je prostować? Czy nie bałamucę mej wiedzy religijnej przez czytanie książek i pism przez Kościół zakazanych? Czy w beletrystyce jestem wybredny(ną), zwłaszcza że ona dzisiaj jest tak płytką i tak brudną?
Czy prowadzę życie zgodne z przepisami wiary, którą znam i wyznaję? Czy zachowuję ściśle wszystkie przykazania Boskie i kościelne? W szczególności czy przykładnie słucham Mszy św., a możliwie i kazania w niedzielę i święta? Czy w dnie powszednie, o ile obowiązki na to pozwalają, lubię chodzić na Mszę św.? Czy posty zachowuję, lub bez potrzeby nie korzystam z dyspensy? Czy przestrzegam czasów przez Kościół zakazanych i nie biorę wtedy udziału w zabawach, zwłaszcza publicznych?
Czy pragnę i staram się o coraz większą doskonałość? A więc czy nie opuszczam lub nie zbywam modlitwy? Czy kocham różaniec? Czy odprawiam rozmyślania? Czy robię codzienny rachunek sumienia? Czy dążę stale do poznania samego siebie, swych namiętności, popędów, nałogów? Czy systematycznie, celowo pracuję nad ich opanowaniem i wykorzenieniem? Czy przypadkiem dusza moja nic jest bezpańskim ugorem, na którym rośnie, co chce i harce wyprawia miłość własna, brak opanowania, płytkość? Czy mej niedoskonałości duchowej, miernoty, daleko posuniętej kompromisowości ze złem nie usprawiedliwiam nerwami, warunkami życia, nastrojem chwili? Czy przystępuję często, a przynajmniej raz na miesiąc do Sakramentów św.? Czy należę lub pragnę należeć do Sekcji Eucharystycznej lub Koła Komunii wynagradzającej? Czy biorę udział w procesjach i uroczystościach parafialnych? — A w końcu czy nie opuszczam corocznych rekolekcji?
Czy chodzę regularnie na zebrania sodalicyjne, a w razie rzeczywistej przeszkody, czy usprawiedliwiam swą nieobecność? Czy staram się z tych zebrań osiągnąć jak najwięcej korzyści, lub czy daję innym do tego sposobność? Czy jestem przywiązanym(ną) do swej Sodalicji i staram się o jej rozwój?
Te pytania dotyczą pracy wewnętrznej. Teraz znowu należy zbadać swą pracę zewnętrzną, czyli swe apostolstwo.
Życie sodalisa(ki), płynące z wiary głębokiej, winno wywierać przemożny wpływ przede wszystkim na jego najbliższe otoczenie, a dalej na szersze warstwy. Do tego zmierza Apostolstwo przykładu.
Należy więc dać równie dokładną i szczerą odpowiedź na następujące pytania: Jaki mój wpływ w rodzinie? Czy zawsze dodatni? A jeżeli nie, jaka tego przyczyna? Czy brak mi jakiej cnoty domowej?
Jestem mężem lub żoną: Czy mam wpływ na swoją żonę - męża ? Czy staram się o jej - jego uświęcenie? Czy moje starania odnoszą skutek? A jeżeli nie, gdzie tego przyczyna? Czy w tej pracy liczę może tylko na swoje siły, a zapominam o pomocy Bożej? Czy w trudniejszych chwilach zwracam się w kornej modlitwie o światło do Boga, o pomoc do Matki Najśw.? Czy w tej pracy nie zniechęcam się łatwo lub nie niecierpliwię? Czy właściwej używam metody? Czy miłość, którą przysiągłem(am) gra tu decydującą rolę? Czy bojaźń Boża i pamięć na Jego przykazania jest mi zawsze przytomną? Czy znam dobrze cel Sakramentu małżeństwa, a nie należę do tych, którzy, korzystając z przywilejów, nie chcą ponosić konsekwencji - wykluczają albo ograniczają potomstwo?
Jestem matką: Jak wychowuję dzieci? Czy sama je wychowuję, czy też innym to zadanie polecam? Jeżeli tak, dlaczego to czynię i kim jest ten, komu najważniejsze moje zadanie życia powierzam? Czy dzieci młodsze uczę prawd wiary św.? Czy staram się te młode serca urabiać dla Boga? Czy mam dla nich zawsze miłość i czas? Czy czuwam nad nimi i chronię od zepsucia? Czy nie tłumię w duszy mych synów głosu powołania do kapłaństwa o ile ono się odzywa? Czy modlę się o to, by syn mój był kapłanem? Czy atmosfera domu sprzyja rozwojowi tego powołania? Czy starszych dzieci nie spuszczam nigdy z oka? Czy pilnuję by przykazania Boskie i kościelne pilnie i należycie wypełniały? Czy wiem, w jakich obcują towarzystwach, jakie czytają książki, jakim oddają się zabawom, jakie głoszą zasady? Czy nie ulegam wymogom dzisiejszej, wyuzdanej mody w ubieraniu córek i siebie samej. Czy ja, jako dziecko Dziewicy Maryi, wszczepiam w ich dusze wielkie rozumienie i cześć dla kobiecej godności i dziewictwa, czy je wychowuję w duchu nie przesadnej, ale zdrowej, prawdziwej chrześcijańskiej skromności, czy ich nie pieszczę ze szkodą może reszty dzieci?
Jestem ojcem: Czy rozumiem dobrze tę ogromną odpowiedzialność, jaka ciąży na mnie wobec Boga za dzieci moje, za ich dusze i ciała, za ich doczesność i wieczność? Czy daję im przykład przede wszystkim prawdziwej, szczerej pobożności? Czy mię widzą co rano i co wieczór odmawiającego modlitwę, o ile wiek i zdrowie pozwała, na klęczkach? Czy widzą w moich rękach różaniec, książkę do modlenia i książkę religijną? Czy całe moje postępowanie względem dzieci przejęte jest miłością i powagą? Czy tę powagę mam; jeśli nie, jaka tego przyczyna? Czy nie gorszę dzieci przez przekleństwa, gniewy, nieodpowiednie żarty? Czy dzieci widzą stale w moim stosunek względem żony a ich matki głęboką cześć i miłość? Czy nie zaniedbuję domu, rodziny dla kolegów, kasyna, rozrywek?
Jestem gospodynią (gospodarzem) domu: Jakie w moim domu zwyczaje i
obyczaje? Czy one zawsze zgodne z zasadami wiary św.? Jaka u mnie służba? Czy staram się o jej uświęcenie i w jaki sposób? Czy daję jej czas na słuchanie Mszy św. w niedzielę i święta i na inne praktyki religijne? Czy jestem dla niej jakby drugą matką pełną miłości i sprawiedliwości?
A dalej, jakie w moim domu zabawy jakie stroje, jakie gry? Czy takie, które opinia Kościoła i ludzi uczciwych potępia? Czy nie wchodzę tu w jakieś niedozwolone kompromisy, czy nie tłumaczę złego, zamiast bezwzględnie potępiać? A dalej jakie w moim domu książki, czasopisma, obrazy, ryciny, jaki toczą się rozmowy towarzyskie? Czy wszystko zgodne z duchem katolickim? Jestem przecież sodalisem(ka), więc dom mój musi być bezwzględnie katolicki.
Czego zaś nie dopuszczam w moim domu, na to nie mogę być obojętnym(ą) w innych domach, które odwiedzam. Czy więc w życiu towarzyskim jestem zawsze sodalisem(ką)? Czy nie krępuję się jakiemiś względami ludzkimi, czy nie uznaję jakichś kompromisów z wiarą, leci mężnie i śmiało staję w obronie praworządności katolickiej? A gdyby nie poskutkowało, czy również mężnie i śmiało potrafię zbojkotować takie towarzystwo? Czy mam potrzebną odwagę i męstwo w życiu publicznym? Czym gotowy(a) w potrzebie śmiało wystąpić, wypowiedzieć swoje zdanie, stać przy zasadzie, otwarcie wyznać co myślę i czuję w jakiejś sprawie i spełnić obowiązek, choćby przez to przyszło narazić się na prześladowanie i na wszystko najgorsze? Czy nie jestem połowicznym(ą), gotowym(ą) zawsze do kompromisów? Czy nie należę do tych, którzy(re) mają tolerancję dla najprzeciwniejszych zasad?
To samo dotyczy kina czy teatrów, gdzie niemoralne dają przedstawienia, lub domów, gdzie niemoralne stroje i niemoralne tańce się odbywają. Dla sodalisa(ski) i jej rodziny miejsca tam być nie może, choćby wskutek tego jakieś doczesne zamiary zostały zwichnięte. Czy utrzymuję może stosunki towarzyskie z osobami, żyjącymi w nielegalnych, przez Kościół potępionych, związkach?
A dalej, jak spełniam pracę zawodową? Czy rzeczywiście oddaję tej pracy pełnię swych sil? Czy przykładam się do niej z całym zamiłowaniem? Czy nie idę za hasłem: Jaka płaca, taka praca ? Czy spełniam te obowiązki zawodowe dla chwały Bożej i dobra mego narodu? Czy staram się do takich prac innych zagrzewać i wszelkie niezadowolenia łagodzić? Jestem sodalisem(ką); nie na ziemi, lecz e niebie czekam zapłaty za mą pracę. Tu na ziemi zadatek, a tam w niebie pełnia zapłaty. Uzasadnionych zaś pretensji umiarkowanie i godziwie będę dochodzić.
Dalej, czy biorę udział w jakiej pracy społecznej? Czy nie uchylam się od niej dla lenistwa i wygody? Czy przeciwnie drogim mi mój naród, to też choćby z nadmiernym wysiłkiem sił pragnę iść w pomoc jego potrzebom? Czy i w tej pracy daję dobry przykład? Czy dokładam starań, by ona szła po linii praw Bożych? Czy wpływam na innych, by tak samo pracowali, słowem czy i w tej pracy daję się poznać jako prawdziwy(a) szczery(a) sodalis(ka)? Czy nie wpadam w drugą ostateczność i nie zaniedbuję dla pracy społecznej, dla niezliczonych komitetów, domu, dzieci, własnej duszy?
Dalej idzie Apostolstwo ściśle święte. Czy tę wiedzę religijną, którą sama zdobyłam, szerzę wśród mego otoczenia? Czy w życiu towarzyskim prostuję fałszywe pojęcia? Czy widząc braki, naprowadzam rozmowę na temat wiary, by potrzebne wiadomości wpajać w innych, i czy tu działam zawsze roztropnie? Czy staram się o umoralnienie swego otoczenia bliższego i dalszego? Czy widząc nędzę moralną, wzruszam może ramionami, mówiąc: to do mnie nie należy? Czy przeciwnie, widząc zbłąkaną. duszę, za którą Chrystus cierpiał, staram się ją na dobrą drogę sprowadzić? A dalej czy biorę udział w działalności charytatywno-społecznej? Czy nie uchylam się od tego rodzaju stowarzyszeń? Czy żal mi czasu i grosza na nie? W szczególności czy należę do Konferencji św. Wincentego à Paulo, ochronki, szwalni, bursy, i tym podobnych stowarzyszeń? A jeżeli nie, czy mam potemu słuszne powody? A dalej, czy dbam o swój kościół i jego potrzeby? Czy nie wstyd mi, że moje mieszkanie i schludniejsze i okazalsze, niżli mieszkanie Boga? Co w tym kierunku zdziałać mogę? Czy idę w tym względzie zawsze na rękę swemu proboszczowi?
A wreszcie ostatni dział, t. j. obrona Kościoła I jego sług. Czy staję mężnie w obronie prawd wiary św. i obrzędów kościelnych? Czy odpieram oszczerstwa miotane na Ojca św., biskupów i kapłanów w myśl słów Chrystusa: Kto się was dotyka, dotyka się źrenicy oka mego. A jeśli jest wina, czy staram się ją tłumaczyć, łagodzić i uchylać przez szacunek dla kapłańskiego stanu? W szczególności, czy miejscowych księży otaczam należną czcią i wszelką akcję im nieprzyjazną staram się uchylać? Czy wszelką pracę sodalicyjną w parafii prowadzę zawsze w porozumieniu z księdzem proboszczem? Czy nie lekceważę jego zdania, a jego rozporządzeniom chętnie się poddaję? Czy przeciwnie, jako sodalis(ka) siebie cenię wyżej, swoją wiedzę, swoją pracę na pierwszym stawiam miejscu i dlatego ją uniezależniam?
A wreszcie czy staję w obronie krzywdzonych katolików, lub przynajmniej czy modlę się za nich? Czy nie jest mi obojętnym ich los, dlatego, że do innej należą narodowości? Czy przypadkiem nie podzielam owych płytkich, nie chrystusowych i nie katolickich poglądów na misyjną działalność Kościoła? Czy mię to wielkie dzieło interesuje? Czy w miarę możności staram się choć groszową ofiarą przyczynić do jego rozwoju i rozrostu?
Tak się przedstawia całokształt obowiązków sodalicyjnych, z którymi sumienie sodalisa(ski) winno być zawsze w zgodzie.