SODALICJE MARIAŃSKIE
 

Bł. S. Sancja Szymkowiak

bł. Sancja Janina Szymkowiak (1910-42) – sodaliska i Serafitka

Na uniwersytecie działało wiele organizacji, a wśród nich największą popularnością cieszyła się Sodalicja Mariańska. Należała do niej większość koleżanek Janiny, a i ona sama pozyskiwała dla tej organizacji inne studentki, brała czynny udział w zebraniach, nabożeństwach, rekolekcjach, pożyczała książki religijne. Apostołowała dyskretnie i skutecznie. Wiele koleżanek zawdzięczało jej trwałe zainteresowanie lekturą religijną. Potrafiła innym ukazać życie religijne z najpiękniejszej i najbogatszej strony - życie pełne poświęcenia, umartwień i radosnych wzlotów duchowych.

 

Czesław Ryszka
Upragniona świętość, bł. Sancja Janina Szymkowiak (1910-42) –
sodaliska i Serafitka
 
18 sierpnia 2002 roku na krakowskich Błoniach Ojciec Święty Jan Paweł II wyniósł na ołtarze czworo Polaków: abp Zygmunta Szczęsnego-Felińskiego, ks. Jana Balickiego, o. Beyzyma oraz s. Sancję Janinę Szymkowiak ze Zgromadzenia Sióstr Serafitek. Skromna postać s. Sancji Janiny Szymkowiak ze Zgromadzenia Serafitek rodzi pytania: Za co zostaje wyniesiona na ołtarze? W zakonie była tylko 6 lat, niczego wielkiego nie dokonała. W czym więc mamy ją naśladować? Kim była?
Pochodziła z Wielkopolski, urodziła się 10 lipca 1910 r. w wiosce Możdżanów k. Ostrowa Wielkopolskiego, w rodzinie leśniczego. Miała czwórkę braci, z których jeden, Eryk, został kapłanem. Rano i wieczorem rodzina klękała do wspólnej modlitwy. To był domowy rytuał. Janinie pozostanie na zawsze ta praktyka głośnego odmawiania modlitw w domu. Nigdy o nich nie zapomni. Rodzice mocno zabiegali o dobre wykształcenie dzieci, choć było to bardzo kosztowne. Ale tylko taki majątek mogli im przekazać.
Między szkołą a kościołem
Jesienią 1919 r. Janina rozpoczęła naukę w szkole średniej w Ostrowie Wielkopolskim. W 1922 r. przystąpiła do Pierwszej Komunii św. Z wielkim przejęciem, nie zwracając zbytniej uwagi na piękną koronkową suknię, na białe wysokie buciki ani też na ozdobną podwójną koronę z białych goździków, myślała tylko o godnym przyjęciu Pana Jezusa do serca. Może już wtedy przyrzekła Bogu miłość "na przepadłe" .
Po maturze Janina powinna była, według matki, zakończyć edukację i przygotować się do małżeństwa. Jednak po roku Janina przekonała matkę, aby mogła studiować na Uniwersytecie Poznańskim. Rozpoczęła studia na wydziale prawa, ale niebawem przeniosła się na filologię romańską. Odtąd nie tylko nauce poświęcała swój czas. Na uniwersytecie działało wiele organizacji, a wśród nich największą popularnością cieszyła się Sodalicja Mariańska. Należała do niej większość koleżanek Janiny, a i ona sama pozyskiwała dla tej organizacji inne studentki, brała czynny udział w zebraniach, nabożeństwach, rekolekcjach, pożyczała książki religijne. Apostołowała dyskretnie i skutecznie. Wiele koleżanek zawdzięczało jej trwałe zainteresowanie lekturą religijną. Potrafiła innym ukazać życie religijne z najpiękniejszej i najbogatszej strony - życie pełne poświęcenia, umartwień i radosnych wzlotów duchowych.
Za głosem serca
Po ukończeniu studiów w 1934 r., choć jeszcze nie uwieńczonych magisterium, Janina wyjechała do Francji w celu udoskonalenia języka francuskiego. Tak to wytłumaczyła rodzinie. Pojechała jednak na zaproszenie Sióstr Oblatek Serca Jezusowego, które organizowały kursy językowe dla Polek. Przyjechawszy do Francji, udała się Janina do Montlucon, gdzie Siostry Oblatki zorganizowały kurs języka francuskiego i gdzie znajdował się nowicjat, do którego wstąpiła. Łudziła się Janina, że jej matka zgodzi się na pobyt córki w klasztorze. Sprawę ściągnięcia Janiny do kraju wziął w ręce Zbigniew, jej brat pracujący jako sędzia. W listach do przełożonych Oblatek domagał się zdecydowanie, w imieniu rodziców i własnym, powrotu siostry do kraju, grożąc konsekwencjami prawnymi. W tej sytuacji Janina wróciła do kraju w czerwcu 1935 r. Przebywając w rodzinnym domu, prowadziła niemal zakonny tryb życia. Wstawała o piątej rano, odprawiała medytację, o siódmej szła na Mszę św., codziennie przystępowała do Komunii św. Następnie o czternastej odprawiała w kościele Nieszpory, a od godziny dwudziestej zachowywała milczenie. Ponadto w każdy czwartek wstawała o drugiej w nocy, by przed obrazem Najświętszego Serca Pana Jezusa odprawić godzinę świętą. Była pełna wyciszenia i pokoju, radosna i ufna.
U Sióstr Serafitek
W czerwcu 1936 r. matka zgodziła się, aby Janina wstąpiła do Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej, zwanych popularnie Serafitkami od reguły św. Franciszka, Serafickiego Ojca. Było ono jednym z 26 zgromadzeń żeńskich, jakie założył kapucyński zakonnik, o. Honorat Koźmiński (beatyfikowany przez Jana Pawła II 16 października w 1988 r.). Współzałożycielką Zgromadzenia Sióstr Serafitek była Małgorzata Łucja Szewczyk. 27 czerwca 1936 r. Janina Szymkowiak przekroczyła bramę poznańskiego klasztoru. Dobrze zapamiętała ów pierwszy dzień. Przechodząc przez furtę, usłyszała za sobą pytanie: - A panienka dokąd? Odpowiedziała radośnie, lekko zaczepnie: - Ja? Za rajską furtę. Odpowiedź godna wielkiej świętej. Ta niewysoka dziewczyna, o ładnej buzi, okolonej długim płaszczem włosów, wiedziała czego chce. Jakby od razu zapragnęła przełożyć regułę św. Franciszka na język faktów.
Rozpoczął się dla niej roczny okres postulatu. Poznając duchowość Zgromadzenia Serafitek, starała się upodobnić swoje życie do postępowania Biedaczyny z Asyżu. Codziennie zastanawiała się, jak wprowadzić w czyn to, co on tak wspaniale w regule podał. O jej wyjątkowych cnotach wnet zaczęto mówić w całym klasztorze. Jedne siostry prosiły ją o modlitwę, inne próbowały sprawdzić, czy rzeczywiście nic nie potrafi jej rozproszyć. 16 maja 1937 r. Janinę dopuszczono do obłóczyn. Dzień przed obłóczynami, gdy inne nowicjuszki rozmawiały o habicie uszytym na miarę, o zaproszonej rodzinie, Janina długo klęczała w kaplicy, zastanawiając się nad darem, jaki powinna ofiarować tego dnia Jezusowi.
29 lipca 1937 r. rozpoczęła nowicjat. Na okładce nowicjackiego zeszytu s. Sancja zapisała słowa Pana Jezusa skierowane do zakonnicy Benigny Konsolaty Ferrero: "Cała tajemnica świętości zamyka się w słowach: Nie ufać sobie i oddać Mi się całkowicie". Tęsknota za świętością stała się wielkim wyzwaniem jej życia i powołania.
30 lipca 1938 r. s. Sancja złożyła pierwszą profesję. Była to jej pierwsza publiczna konsekracja, choć, oczywiście, ta wewnętrzna, osobista decyzja poświęcenia się wyłącznie Bogu zapadła znacznie wcześniej.
S. Sancja została skierowana do pracy w ochronce parafialnej im. Dzieciątka Jezus w Poznaniu-Naramowicach. Po roku wróciła do klasztoru w Poznaniu, gdzie czekała na nią nowa praca. Miała podjąć kurs aptekarski. Niestety, kurs ten został przerwany wybuchem wojny.
Całopalna ofiara
Niemcy okupujący kraj zajęli również dla potrzeb wojska klasztor Sióstr Serafitek w Poznaniu. Siostry pozostawiono do jego obsługi: miały za zadanie sprzątać, prać, gotować dla mieszkających tam 100 osób, a także dyżurować przy furcie całą dobę, aby wpuszczać przychodzących niemieckich żołnierzy. S. Sancja miała odtąd wiele okazji do pokuty i umartwień. Do jej zajęć należało: sprzątanie, szorowanie, nakrywanie do stołu, czyszczenie widelców, wygotowywanie drewnianych łyżek, mycie glinianych kubków...
Gdy Niemcy przyprowadzili do pracy w ogrodzie jeńców francuskich i angielskich, przełożeni polecili Sancji opiekę nad nimi. Ta z narażeniem życia wychodziła do nich, była tłumaczką, nosiła im jedzenie, a księżom, którzy byli wśród nich, dostarczała wino mszalne i hostie, by mogli odprawiać Mszę św.
W trudnych warunkach wojennych, z powodu mrozu i głodu, zaczęła się choroba Janiny - gruźlica gardła. Kilkutygodniowy pobyt w szpitalu był jakąś szansą, ale na pomoc było już za późno. Mimo starannej opieki chora nikła w oczach. Nastąpił prawie zanik głosu, wysoka temperatura spalała ją. Coraz bardziej realne stawało się jej marzenie, aby stała się całopalną ofiarą miłości. W tej sytuacji przełożona zdecydowała, aby s. Sancja wraz z ciężko chorą s. Katarzyną Grześkowiak złożyły śluby wieczyste na wypadek śmierci. Dokonało się to 6 lipca 1942 r. w celi konającej s. Katarzyny.
S. Sancja poczuła się po ślubach wieczystych bardzo szczęśliwa. Przykuta do łoża, zaczęła odnosić zwycięstwo już tu, na ziemi. W klasztorze bowiem o niczym innym się nie mówiło, jak tylko o umierającej siostrze Sancji. Oczom zdumionych sióstr ukazywało się jej życie jako akt doskonałej miłości, a jej końcowa choroba - jako ukoronowanie wszystkich cierpień, aby dusza mogła bezzwłocznie ulecieć w wieczyste objęcia Miłosiernej Miłości Boga. Czując zbliżającą się śmierć, coraz częściej powtarzała wezwanie Małej św. Teresy: "Pragnę, aby całe moje życie było jednym aktem miłości". - Umieram z miłości, a Miłość miłości nic odmówić nie może - powiedziała z trudem Sancja, i dodała: - Polecajcie mi swoje kłopoty, a ja je wam tam załatwię.
Pogodne konanie s. Sancji było ukoronowaniem jej świętego życia. Odeszła 29 sierpnia 1942 r., zachowując do końca te cnoty, o które całe życie się troszczyła: pokorę i uległe posłuszeństwo. To była tajemnica jej świętości, w tym zawierało się jej życie.
Następnego dnia przyszli jeńcy do pracy i od razu zapytali o Sancję. Zaprowadzono ich do niej. Zobaczywszy nieruchomą postać zakonnicy, płacząc uklękli, a potem każdy ucałował jej rękę, mówiąc: święta Sancja.
Pogrzeb s. Sancji odbył się 2 września 1942 r. Ze względu na warunki wojenne był skromny, z udziałem najbliższej rodziny i sióstr w świeckich ubraniach. Jednak już od tego momentu zaczęto wspominać jej życie, chorobę i śmierć jako coś niezwykłego i heroicznego. Z roku na rok cześć dla s. Sancji stawała się coraz bardziej widoczna. Stale na grobie pojawiały się świeże kwiaty, wielu modliło się przy nim, zwłaszcza podczas sesji egzaminacyjnych był odwiedzany licznie przez studentów. Do Zgromadzenia zaczęły napływać podziękowania. Były to listy wdzięczności za uzdrowienia, szczęśliwie przebyte operacje, wyzwolenie z nałogu pijaństwa, uratowanie rodzin od rozbicia, uratowanie życia nienarodzonych, pojednanie z Bogiem w ostatnich dniach życia, uzyskanie paszportu na wyjazd za granicę i wiele innych.
Na ołtarze
24 marca 1968 r. arcybiskup poznański Antoni Baraniak otworzył proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym. 5 lipca 1984 r. akta procesu zostały przekazane do Kongregacji Spraw Stolicy Apostolskiej. Dekret o heroiczności jej cnót został promulgowany przez Ojca Świętego Jana Pawła II 18 grudnia 2000 r. Wkrótce też cud za jej przyczyną dokonany został zatwierdzony w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Tym samym została otwarta droga do beatyfikacji. Cudem, który przyczynił się do jej beatyfikacji, było uzdrowienie noworodka, dziewczynki, która w trakcie porodu doznała rozległych uszkodzeń. Lekarze nie rokowali żadnych nadziei na jej uratowanie. Rodzina nowo narodzonej dziewczynki, wiedząc o kulcie i wielkim szacunku do służebnicy Bożej s. Sancji oraz miejscu spoczynku jej doczesnych szczątków przy kościele św. Rocha w Poznaniu, zwróciła się z prośbą do Księdza Kapelana i Sióstr Serafitek o modlitwę w intencji ich dziecka. Siostry rozpoczęły nowennę za wstawiennictwem służebnicy Bożej s. Sancji. Prośby te zostały wysłuchane! Jak zaznaczyli lekarze, kiedy kończono nowennę do Służebnicy Bożej, od ósmej doby życia, nastąpiła nagła poprawa stanu zdrowia dziecka. Kryzys minął i dziewczynka zaczęła wracać do zdrowia. 11 kwietnia 2002 r. członkowie konsulty medycznej w Watykanie orzekli jednogłośnie, że uzdrowienie było natychmiastowe, zupełne, trwałe, a z punktu widzenia medycznego jest niewytłumaczalne. Dekret o cudzie za przyczyną służebnicy Bożej s. Sancji został podpisany przez Ojca Świętego Jana Pawła II 4 lipca 2002 r.
 
NIEDZIELA  31   /  2002
http://www.niedziela.pl/xml.php?font=duze&wyd=nd&doc=nd200231.xml&nr=7