SODALICJE MARIAŃSKIE
 
ŻYCIORYS
24 marca 1921 
Franciszek Blachnicki rodzi się w Rybniku jako siódme dziecko Józefa i Marii Blachnickich z domu Miller. 

1929 
Blachniccy osiadają w Tarnowskich Górach, gdzie Franciszek uczęszcza do Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Jana Opolskiego oraz aktywnie uczestniczy w ruchu harcerskim. 

1938 
Zdaje z wyróżnieniem egzamin maturalny i zgłasza się jako ochotnik do wojska. 

1938-1939 
Odbywa roczną służbę w oddziałach Wojska Polskiego w Katowicach, Mikołowie i Tarnowskich Górach. 
Zdobywa stopień plutonowego podchorążego rezerwy. 

wrzesień 1939 
Bierze udział w kampanii wrześniowej w oddziałach 11 Pułku Piechoty z Tarnowskich Gór aż do klęski w bitwie pod Tomaszowem Lubelskim (17-20 września). 

wrzesień/październik 1939 
Zbiega z niemieckiej niewoli i wraca do Tarnowskich Gór. 

październik 1939 
Włącza się w działalność konspiracyjną w ramach Polskiej Organizacji Partyzanckiej (POP) i Związku Walki Zbrojnej (ZWZ). 

marzec 1940 
Musi uciekać z Tarnowskich Gór z powodu zdekonspirowania swej organizacji. 

27 kwietnia 1940 
Zostaje aresztowany przez gestapo w Zawichoście nad Wisłą. 

24 czerwca 1940 
Po śledztwie i pobycie w areszcie śledczym w Tarnowskich Górach zostaje wraz z pierwszą grupą więźniów śląskich osadzony w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu jako więzień nr 1201. 

19 września 1941 
Zostaje przeniesiony do więzienia śledczego w Zabrzu, później w Katowicach. 

30 marca 1942 
Śledztwo kończy się procesem, na którym zostaje skazany na karę śmierci za działalność konspiracyjną przeciw hitlerowskiej Rzeszy. 

17 czerwca 1942 
Na oddziale skazańców B-1 w Katowicach dokonuje się nagłe, cudowne nawrócenie na Franciszka Blachnickiego na osobową wiarę w Chrystusa.

14 sierpnia 1942 
Zostaje ułaskawiony, karę śmierci zamieniono mu na 10 lat więzienia do odsiedzenia po zakończeniu wojny. 

1942-1945 
Przebywa w więzieniach i obozach w Raciborzu, Rawiczu, Börgermoor, Zwickau i Lengenfeld. 

17 kwietnia 1945 
Zostaje wyzwolony przez armię amerykańską wraz z całym obozem w Lengenfeld. 

6 sierpnia 1945 
Składa podanie z prośbą o przyjęcie do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie.

1945-50 
Uczy się i formuje w seminarium duchownym, osiąga wyniki celujące i bardzo dobre. Interesuje się psychologią religii, liturgiką i mariologią. 
Bierze udział w zajęciach Koła Liturgicznego, Koła Abstynenckiego i Sodalicji Mariańskiej. 

25 czerwca 1950 
Przyjmuje święcenia kapłańskie z rąk biskupa Stanisława Adamskiego w kościele św. Piotra i Pawła w Katowicach, który pełni wówczas rolę prokatedry. 

1950-56 
Pracuje jako wikary w parafiach: św. Marii Magdaleny w Tychach (1950-52), św. Mikołaja w Borowej Wsi (zastępstwo), Matki Bożej Różańcowej w Łaziskach Górnych (1952), św. Jerzego w Rydułtowach (1953-54), św. Marii Magdaleny w Cieszynie (1955), św. Bartłomieja w Bieruniu Starym (1955-56). 

lipiec-sierpnień 1951 
Prowadzi rekolekcje dla ministrantów w Kokoszycach i Lublińcu. Zmienia tradycyjny program rekolekcji na bardziej dostosowany do dzieci wprowadzając naukę ministrantury, gry, zabawy, wycieczki itp.
 
10-14 sierpnia 1952 
Prowadzi rekolekcje dla dzieci w zakładzie Sióstr Urszulanek, pojawia się określenie "Oaza Dzieci Bożych". 

19 lipca - 1 sierpnia 1954 
W Bibieli koło Tarnowskich Gór prowadzi po raz pierwszy dwutygodniową Oazę Dzieci Bożych dla ministrantów. 

4-20 lipca 1955 
W Stryszawie prowadzi po raz pierwszy 15-dniową Oazę Dzieci Bożych opartą o tajemnice różańca. 

1952-1956 
W czasie wysiedlenia biskupów diecezji katowickiej bierze udział w pracach tajnej Kurii popadając w konflikt z ówczesnym wikariuszem kapitulnym ks. infułatem Janem Piskorzem. 

sierpień 1955 
Przeżywa swoje rekolekcje prowadzone przez ks. Karola Wojtyłę w Krakowie. 

1955-56 
Przebywa w Niepokalanowie, gdzie studiuje duchowość i metody pracy apostolskiej o. Maksymiliana Kolbego. 

listopad 1956 
Uczestniczy w organizowaniu powrotu biskupów katowickich do diecezji, rozpoczyna pracę w Referacie Duszpasterskim Kurii Diecezjalnej w Katowicach i w redakcji tygodnika "Gość Niedzielny". 

8 września 1957 
Proklamuje w Piekarach społeczną akcję przeciwalkoholową "Krucjata Trzeźwości" (od 10 sierpnia 1958 - "Krucjata Wstrzemięźliwości"). 
Ruch w przeciągu trzech lat mobilizuje ponad sto tysięcy osób dorosłych na terenie całego kraju do podjęcia abstynencji ofiarowanej jako ekspiacja w intencji osób uzależnionych od alkoholu. Ks. Franciszek Blachnicki naraża się swymi działaniami na nieustanne szykany ze strony władz PRL. 

29 sierpnia 1960 
Służba Bezpieczeństwa likwiduje Centrum Krucjaty Wstrzemięźliwości. 

październik 1960 
Wyjeżdża do Krościenka nad Dunajcem, gdzie pisze "Memoriał w sprawie likwidacji Krucjaty Wstrzemięźliwości". 

15 marca 1961 
Aresztowanie ks. Franciszka Blachnickiego i osadzenie w wiezieniu w Katowicach.

19 lipca 1961 
Skazany na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. 

lato 1961 
Kuria Diecezjalna spełnia prośbę Blachnickiego i kieruje go na studia z teologii pastoralnej na KUL do Lublina. 
Studia umożliwiają mu pogłębienie i uporządkowanie duszpasterskich doświadczeń z lat pięćdziesiątych. 
Okres ten owocuje licznymi publikacjami z teologii pastoralnej, liturgiki i katechetyki. W tym czasie tworzą się też podwaliny Ruchu Światło-Życie. 

1963 
Pisze pracę licencjacką pt. "Metoda przeżyciowo-wychowawcza dziecięcych rekolekcji zamkniętych". 

1965 
Broni pracę doktorską pt. "Zasada bosko-ludzka F. X. Arnolda jako zasada formalna teologii pastoralnej i duszpasterskiej", później habilituje się.

1966-77 
Jest redaktorem "Biuletynu Odnowy Liturgicznej" w "Collecthanea Theologica". 

1964-1972 
Pracuje na KUL-u w charakterze asystenta i adiunkta, współorganizuje Instytut Teologii Pastoralnej. 
W oparciu o naukę Soboru Watykańskiego II wypracowuje personalistyczno-eklezjologiczną koncepcję teologii pastoralnej, a także koncepcje i podwaliny metodologiczne pod katechetykę fundamentalna i teologie pastoralną ogólną. 

1967 Zostaje mianowany Krajowym Duszpasterzem Służby Liturgicznej.

8 czerwca 1979 
Doprowadza do uroczystego proklamowania dzieła Krucjaty Wyzwolenia Człowieka w Nowym Targu podczas 1. Pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Polski. 

1980 
Tworzy plan Wielkiej Ewangelizacji "Ad Christum Redemptorem" dotarcia z Ewangelią do każdego człowieka w Polsce. 

10 grudnia 1981 
Wyjeżdża do Rzymu, by kontynuować prace związane z zainicjowanym przez niego Kongresem Ruchów Odnowy i tam zastaje go stan wojenny. 

1982 
Osiada w ośrodku polskim "Marianum" w Carlsbergu (RFN), gdzie rozpoczyna organizowanie Międzynarodowego Centrum Ewangelizacji Światło-Życie. Prowadzi tam pracę duszpasterską wśród polskich emigrantów. Wydaje biuletyn "Prawda-Krzyż-Wyzwolenie". 

czerwiec 1982 
Zakłada Chrześcijańską Służbą Wyzwolenia Narodów - stowarzyszenie skupiające Polaków i przedstawicieli innych narodów Europy Środkowo-Wschodniej wokół idei suwerenności wewnętrznej i jedności narodów w walce o wyzwolenie. 

27 lutego 1987 
Umiera nagle w Carlsbergu. 

17 lutego 1994 
Zostaje odznaczony pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. 

5 maja 1995 
Otrzymuje pośmiertnie Krzyż Oświęcimski. 

9 grudnia 1995 
Rozpoczyna się jego proces beatyfikacyjny. 

1 kwietnia 2000 
Doczesne szczątki Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego zostają przeniesione do Krościenka nad Dunajcem.


Polecam stronę - http://www.blachnicki.oaza.pl

_______________________
Opracowanie na podstawie:
ks. Adam Wodarczyk: Ruch Światło-Życie. Osoba założyciela, historia ruchu i rozwój
 w archidiecezji katowickiej w: Śląskie Studia Historyczno-Teologiczne, Księgarnia św. Jacka, Katowice 1994-95, nr 27/28.
ks. Adam Wodarczyk: Ks. Franciszek Blachnicki - życie i działalność w latach 1921-61, praca magisterska, Wyższe Śląskie Seminarium Duchowne, Katowice 1993
Anna Wojtas: Apostoł Żywego Kościoła, Wyd. Światło-Życie, Kraków 2003.
Ostatnio edytowany przez ks. DK (2006-11-05 15:22:55)
http://www.oaza.pun.pl/viewtopic.php?id=24
 
 
Zapiski z "Pamiętnika" ks. Blachnickiego:
21 czerwca 1950 r.:
„W końcu jeszcze muszę wyliczyć jeden wielki dar łaski. To świadomość posłannictwa życiowego, wielka idea przewodnia kapłańskiego życia. Idea ta jest ideą Bożą a równocześnie wyrasta ona organicznie z całego mojego życia – jest rezultatem moich osobistych przeżyć życiowych i wewnętrznego rozwoju kierowanego przez łaskę. Idea ta krystalizuje się wokół pojęcia „królestwa Bożego”. Jej pełne skrystalizowanie się to jest jeszcze rzecz przyszłości. Ale już teraz mam w sobie jej wielkie, zasadnicze zręby, czuję, że mam w sobie „mój” światopogląd chrześcijański, który nie jest teorią zaczerpniętą z książek, lecz rezultatem przeżyć mojego życia.
Mam świadomość celu kapłańskiej pracy – mam budować z Chrystusem Królestwo Boże... „I wezwawszy dwunastu Apostołów, dał im władzę... i wysłał ich, aby głosili Królestwo Boże”. To ma się dokonać ze mną za kilka dni... Mam otrzymać misję głoszenia królestwa Bożego, czyli czynienie tego samego, co czynił Chrystus.”
 
W dzień po otrzymaniu święceń kapłańskich i pielgrzymce na Jasną Górę 26 czerwca 1950 r.:
„Już minęły wielkie, jedyne w życiu chwile. Maryja mnie nie zawiodła. Wczorajsze chwile święceń i dzisiejsze chwile w Częstochowie, to były chwile pokoju i cichego szczęścia. Dziwne były zwłaszcza te chwile spędzone dziś przed cudownym obrazem w Częstochowie. Nie było we mnie żadnej egzaltacji ani gwałtownych wzruszeń uczuciowych... A jednak – chyba nigdy w życiu nie modliłem się jeszcze tak do Maryi, nie miałem tyle ufności i nie mówiłem do Niej z taką prostotą i bezpośredniością jak dziecko do Matki... Oddałem Maryi moje kapłańskie przyszłe życie. Kształtuje się we mnie powoli nowa świadomość – czuję, że jestem innym człowiekiem niż jeszcze przedwczoraj. ...Miałem łzy szczęścia w oczach – i mówiłem, że oddałbym wszystkie dotychczasowe chwile radości i szczęścia mego życia za te chwile szczęścia doznane wczoraj w czasie święceń i dziś – przed cudownym obrazem w Częstochowie.”
 
W dziesiątą rocznicę święceń kapłańskich 25 czerwca 1960 r.:
„Rzut oka na minionych dziesięć lat kapłaństwa – uświadamia mi wyraźnie działanie Niepokalanej, która realizuje swoje plany, mimo ciągłych oporów, przeszkadzania i psucia z mojej strony... Niepokalana nie opuściła mnie jeszcze i przygotowuje sobie narzędzie dla realizacji swych wielkich planów... mam w tej chwili w duszy spokój i radosną pewność, że jestem na drodze realizowania specjalnego powołania, danego mi przez Niepokalaną. Tkwię całkowicie w zadaniu, które wypełnić może całą resztę mojego życia.”
 
W czasie „więziennych rekolekcji” w Katowicach przy ul. Mikołowskiej (po likwidacji Centrali Krucjaty Wstrzemięźliwości 29 sierpnia 1960 r.) 15 maja 1961 r.:„...To, co teraz dokonuje się we mnie, można by też nazwać odnajdywaniem i odnawianiem swojego kapłaństwa. I znowu muszę prosić Niepokalaną, aby nie wypuszczała mnie stąd póki nie uwolni mego kapłaństwa

Ks. Franciszek Blachnicki

Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki - sodalis i twórca "OAZ"

Od Seminaryjnej Sodalicji Mariańskiej do "OAZ". Był sodalisem w latach 1945-1950 w Seminarium Śląskim: Sodalicja Mariańska Alumnów Seminarium Duchownego Śląskiego.


Twórca  „Oazy” - ks. Franciszek  Blachnicki, będąc w Seminarium Śląskim w latach 1945-1950 należał do Sodalicji Mariańskich Alumnów Ślaskiego Seminarium. Być może, gdyby nie rozwiązano w roku 1949 Sodalicji Mariańskich, byłby wybitnym Moderatorem Sodalicji Mariańskich w Polsce.  W referacie pt. „Istotny cel i duch Sodalicji Mariańskich” przygotowany na Zjazd Sodalicji Mariańskich Alumnów Seminaryjnych w Polsce (Częstochowa, 29.VII-2.VIII.1948) stwierdził m.in:
1) „Sodalicja Mariańska jest ruchem apostolskim” (apostołuje na wzór św. Pawła Apostoła)
2) „Do Sodalicji się nie należy, lecz sodalisem się jest”(chodzi o postawę życiową i ideową).
3) „Sodalicja Mariańska jest organizacją wychowawczą” (kształtuje prawdziwego i pełnego katolika).
4.) „Sodalicja jest szkołą świętości” (uczy jak zostać świętym pod opieką Maryi).
5) „Sodalicja Mariańska jako jedna z pierwszych wystąpiła z ideą apostolstwa świeckich” (od początku jej istnienia, od reformacji po Soborze Trydenckim).
6) „Sodalicja ma być ruchem odrodzenia religijnego” (Sodalicja ma dążyć do tego, by Chrystus panował wszędzie).
7) "Sodalicja Mariańska ma stać się nowożytną szkołą katechumenów" (Sodalicja ma dać  Kościołowi katolików pełnych, zdecydowanych walczyć całym życiem o realizację Królestwa Chrystusowego).
Wydaje się, że te idee ks. Blachnicki, pod nieobecność wtedy rozwiązanych Sodalicji Mariańskich w Polsce, wcielił  poprzez „Ruch Światło i Życie”. Chwała mu za to!!!!
 
 
Referat pt. „ISTOTNY CEL I DUCH SODALICJI MARIANSKIEJ” opracowany na Zjazd przedstawicieli Sodalicji Mariańskich Alumnów Seminariów Duchownych w Polsce, Częstochowa 29.VII – 2.VIII.1948 rok przez sodalisa SM Alumnów Sem. Duch. Śląskiego z Krakowa Franciszka Blachnickiego („autor referatu nie mógł osobiście brać udział w Zjeździe z powodu śmierci ojca. Mimo to zatroszczył się jednak, aby tekst referatu został na czas dostarczony do dyspozycji kierownictwa Zjazdu”).
 
Sod. FRANCISZEK BLACHNICKI
SM Al. Sem. Duch. Śląskiego w Krakowie
 
ISTOTNY CEL I DUCH SODALICJI MARIAŃSKIEJ
 
[Cz. I. OKREŚLENIE IDEI SODALICYJNEJ]
 
Referat niniejszy ma przedstawić istotny cel, naturę i ducha Sodalicji Mariańskiej. Zdawałoby się, ze referat ten  jest może zbędny, bo przecież są to rzeczy elementarne i podstawowe, wszystkim doskonale znane i po tysiąckroć powtarzane. Ileż razy słyszeliśmy już albo czytali o trzech głównych celach Sodalicji: apostolstwie, życiu wewnętrznym i kulcie Maryi, o stosunku Sodalicji do innych organizacji, do bractw kościelnych, Trzecich Zakonów itp. A jednak, o tych rzeczach nigdy nie będzie się dosyć mówić. Bo poznanie natury i istoty Sodalicji, nie tylko poznanie, ale głębokie przejęcie się jej ideą, wżycie się w nią i przeżycie jej, jest rzeczą tak zasadniczej wagi, że od tego zależy w zupełności rozwój i owocność działania Sodalicji.
A życie nam mówi, że to dogłębne zrozumienie i przeżycie idei sodalicyjnej nie jest bynajmniej rzeczą powszechną i samo przez się zrozumiałą. Przeciwnie, często wypacza się tę tak piękną ideę i ma się o niej jak najfałszywsze pojęcie. Posłuchajmy, co o tym mówi jeden ze znanych działaczy sodalicyjnych Ks. R. Moskałą T.J. na kilka lat przed wojną, a słowo te są i dziś nie mniej aktualne: „Jakżebowiem często i jakże wielu ludzi, skądinąd nawet pobożnych, myśli o sodalicjach, że w nich skupiają się jakieś tam poczciwe dewotki, która nie mająjuż nic lepszego do roboty, jat Panu Bogu się naprzykrzać, albo staruszkowie, którym już zbrzydło życie i z Sodalicji robią jakby przedsionek trumny, albo wreszcie młodzież nie dojrzała, której jeszcze życie nie porwało i która trwa w błogim złudzeniu, że praktyki religijne są największym szczęściem. Młodzieży tej otworzą się jednak wnet oczy, jak niegdyś pierwszym rodzicom po skosztowaniu owocu z drzewa zakazanego i wtedy zdezerteruje spod sodalicyjnego sztandaru, by pełną dłonią czerpać z ziemskich, bardziej uchwytnych rozkoszy” (Kim jesteśmy i czego chcemy, Kraków, 1933).Ta opinia o Sodalicji nie musiałaby nas specjalnie przejmować, gdyby nie fakt, że na jej powstania wpłynąć musiał rzeczywisty stan rzeczy w wielu Sodalicjach. Inaczej dawno by już taka opinia uległa zmianie. Można by pójść jeszcze dalej i powiedzieć, że taka opinia nie wytworzyłaby się, ani Sodalicja nie dałaby powodu do powstania takiej opinii, gdyby ci, którzy nadają postać ducha Sodalicji w jej życiu, a więc w praktyce moderatorzy, mieli jasne pojęcie nie tylko teoretyczne ale też praktyczne, głęboko przeżyte zrozumienie, czym jot w swej istocie idea sodalicyjna
Idea ta musi być czymś naprawdę wzniosłym, jeśli tyle trudności napotyka jej realizacja i tak łatwo ulega w życiu wypaczeniu. I rzeczywiście jest ona tak wzniosła jak wzniosła jest sama idea katolicyzmu, idea Kościoła katolickiego. Te dwie bowiem idee w swej istocie nakrywają się albo ściślej mówiąc idea sodalicyjna nie jest niczym innym jak realizacją  idei  Kościoła. Dlatego takie same przechodzi koleje, musi walczyć nieustannie tą naturalna siłą ciężkości, z jaką skażona natura ludzka ciągle dąży do wypaczenia idei Chrystusowej ciągnąc ją w dół ku niskim, przyziemnym sprawom. Dlatego wymaga ona ciągłych zrywów, ciągłych zastrzyków nadprzyrodzonej mocy zdobywanej w modlitwie  i w wewnętrznym zmaganiu, wymaga ciągłych wysiłków w kierunku  jasnego uświadomienia sobie jej głębi i piękna i życia na co dzień jej treścią.
 
[I. APOSTOLSTWO W SODALICJI MARIAŃSKIEJ NA WZÓR APOSTOLSTWA ŚW. PAWŁA  APOSTOŁA]
[A. Apostolstwo św. Pawła]
Chcąc dotrzeć do początku tej idei sodalicyjnej, musimy się cofnąć nie do w. XVI, ale do samych początków chrześcijaństwa. Musimy sobie mianowicie stawić przed oczy pierwsze doskonałe wcielenie apostolskiej idei w postaci św. Pawła. W nim wcieliła się w sposób doskonały idea apostolstwa, która wyrosła ze słów Chrystusa: „Idąc tedy  nauczajcie wszystkie narody chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego…” W cudownym  spotkaniu z Chrystusem pod Damaszkiem św. Paweł został zdobyty w jarzmo Chrystusa i przemieniony został z wroga ziejącego nienawiścią w apostoła i bojownika  Chrystusowego. Potem, jak czytamy w jego listach, św. Paweł znika spośród ludzi na trzy lata, udaje się do Arabii, gdzie w samotności dopełnia się w niewielka przemiana. Nic nie wiemy o tych latach, ale znając ogólne prawidła działania łaski w duszach nie trudno domyśleć się, co było ich treścią. Łaska bowiem nie przemieni człowieka w jednej chwili do gruntu, lecz przemiana ta dopełnia się powoli. Święty Paweł w tych latach – w walkach wewnętrznych, w modlitwie i czuwaniach uśmierzał w sobie starego człowieka i przyoblekał się w nowego, „który według Boga jest stworzony w sprawiedliwości i świętości prawdy”. Kiedy potem Paweł znów wstępuje na widownię, jest już innym człowiekiem, przejęty  cały jedną myślą, jednym pragnieniem zdobycia całego świata dla umiłowanego Chrystusa. Miłość Chrystusa i Chrystusowa miłość dla dusz gorejąca potężnym ogniem w jego duszy każe mu nieustannie przemierzać  wzdłuż i wszerz cały świat ówczesny, aby go zdobyć dla Chrystusa. „W pracach rozlicznych, w więzieniach nazbyt często, w biciu nad miarę, w niebezpieczeństwach śmierci po wiele razy… W podróżach często, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwa od rozbójników, w niebezpieczeństwach od rodaków, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustyni, w niebezpieczeństwach ma morzu, w niebezpieczeństwach między fałszywymi braćmi. W pracy i mozole, w niespaniu częstym, w głodzie i pragnieniu, w postach częstych, w zimnie i nagości, nie mówiąc o tym, co jest ponadto, jak codziennie na mnie naleganie i troska o wszystkie kościoły” (2 Kor 11, 23-28). Jak prawdziwa pochodnia Chrystusowa rozjaśnia święty Paweł światłem ewangelii mroki pogaństwa.
 
[B. Być apostołem znaczy dawać innym Chrystusa]
Tak więc w Świętym Pawle wcieliła się ta idea apostolska, która odtąd stanowiła istotną treść działalności Kościoła i idzie z Nim poprzez wieki, znajdując sobie coraz to nowy wyraz czy to w postaciach wielkich  apostołów na wzór św. Pawła, czy też w całych zgromadzeniach. Treścią tej idei jest zdobywanie dusz dla Królestwa Chrystusowego, budowa Mistycznego Ciała Chrystusa. A wszędzie ta praca i walka rozpada się na dwa etapy. Pierwszy etap to zdobycie dla Chrystusa własnej duszy. Bez dokonania tego nikt nie może przejść do drugiego etapu, nikt nie  może być apostołem. Być apostołem znaczy dawać innym Chrystusa. A jakże może Go dawać ten, kto Go sam nie posiada? Chrystusa posiada się przez miłość. Kto nie ma w sobie miłości Chrystusa – z konieczności pełen jest miłości własnej, a tam gdzie jest miłość własna, nie może istnieć także prawdziwa miłość bliźniego. Wtedy motorem apostolstwa będzie ostatecznie miłość własna, szukanie własnej chwały pod różnymi, nie raz pięknymi pozorami. Takie apostolstwo jest z góry skazane na niepowodzenie i bezowocność.
 
[C. Sodalicja Mariańska ruchem apostolskim, ruchem odrodzenia religijnego]
Sodalicja Mariańska jest ruchem apostolskim. Znaczy to więc najpierw, że jest ona z ducha św. Pawła. Celem jej jest bój o Królestwo Chrystusowe, zdobywanie świata dla Chrystusa.  Nie stawia sobie ono jakichś celów szczegółowych, nie wybiera sobie  jakiegoś odcinka małego z całokształtu życia Kościoła, ale ogarnia wzrokiem całość, wieczne Królestwo Chrystusowe, a z drugiej strony cały świat, całą ludzkość. Posłuchajmy trafnego określenia tej zasadniczej cechy idei sodalicyjnej, jakie podaje Miller w książce pt. „Der Präses” (s. 9-10): „W myśl idei i posłannictwa danego jej przez Opatrzność ma Sodalicja być ruchem odrodzenia religijnego. Nie jest ono stowarzyszeniem w popularnym tego słowa znaczeniu, które nakłada tylko pewne określone obowiązki, np. płacenie jakiejś składki, albo które schodzi się co pewien czas, aby odmówić jakąś litanię. Nie jest także tylko środkiem wychowawczym dla łatwiejszego utrzymania karności w jakimś zakładzie. Sodalicja Mariańska ma być i chce być czymś więcej – ruchem odrodzenia religijnego. Tak jak Boży plan stworzenia i odkupienia w pierwszym rzędzie ma na oku całość stworzenia, a potem dopiero jednostki, tak samo i cel główny Sodalicji nie ogranicza się do pojedynczego Sodalisa, lecz sięga poza niego, obejmuje całą społeczność ludzką. Sodalicja ma dążyć do tego i ma osiągnąć, aby Chrystus panował wszędzie, aby stał się Królem i zjednoczeniem serc wszystkich. W ten sposób szeroko trzeba pojąć Sodalicję, nie jako stowarzyszenie, związek, lecz jako ruch religijnego odrodzenia. Sodalisi są pracownikami Boga do uniwersalnej realizacji Królestwa Chrystusowego”. 
 
[D. Dwa równoległe etapy apostolstwa: praca dla siebie - życie wewnętrzne i praca wobec innych – apostolstwo właściwe]
W określeniu – „Sodalicja jest ruchem apostolskim” mieści się zarazem to, co nazywa się drugim celem istotnym Sodalicji, życie wewnętrzne. Nie są to właściwie dwa odrębne cele, lecz tylko dwa etapy w realizacji tego samego celu. Wykazaliśmy powyżej, że prawdziwe apostolstwo nie istnieje i istnieć nie może be życia wewnętrznego, nie może bowiem nawracać innych, nie nawróciwszy najpierw samego siebie. Dlatego w określeniu „ruch apostolski” mieści się i ten główny cel Sodalicji, pielęgnowanie życia wewnętrznego. Apostolstwo w tym duchu uniwersalnym, Pawłowym, to już jest kres pracy sodalicyjnej, to jest jakby jej owoc. Ale do tego kresu droga daleka. Drugim kresem, początkiem pracy, to wychowanie apostołów, czyli mozolne i długotrwałe urabianie własnej duszy, zdobywanie swego świata wewnętrznego dla Chrystusa. Jednak w praktyce nie można tych dwóch etapów ściśle odgraniczać. Oba, to jest praca wewnętrzna i apostolstwo  zewnętrzne idą równolegle obok siebie. Kto zaczyna pracować nad sobą, już tym samym apostołuje przez dobry przykład i dobre uczynki. Musi bowiem przeciwstawiać się złu, nie tylko wewnętrznie, ale i zewnętrznie, jeżeli od zewnątrz do niego przychodzi. Musi więc unikać złych okazji, odmawiać współpracy złem, protestować i przeciwdziałać, a to wszystko jest już zarazem najskuteczniejszym apostolstwem. W miarę postępu wewnętrznego  wzrasta pragnienie nawracania i doskonalenia innych, wzrasta miłość bliźniego, która prowadzi do podejmowania świadomych wysiłków dla ratowania jego duszy. Widzimy więc jak ściśle łączą się obydwa te cele, apostolstwo i życie wewnętrzne w tym jednym określeniu – Sodalicja jest ruchem apostolskim.
 
[E. Sodalisem się jest i to całe życie]
W tym określeniu mieści się jeszcze jedna cecha ruchu sodalicyjnego – jest on ruchem życiowym tzn. obejmujący całe życie ludzkie. Przynależność do Sodalicji nie jest tylko fragmentem w życiu obejmującym kilka lat młodości. Do Sodalicji się nie  n a l e ż y, lecz  sodalisem się  j e s t.  Być sodalisem znaczy nie tylko należeć do związku, lecz oznacza pewną postawę życiową  i ideową. Jeżeli ktoś po kilkuletniej przynależności odchodzi, znaczy to, że nie przejął się ideą sodalicyjną, że nie znalazła ona podatnego gruntu u niego. Sodalicja dopiero wtedy wypełni swój sens, jeżeli człowiek dorosły żyje tym i wprowadza w życie to, co mu wszczepiła w młodości Sodalicja.
Praca wewnętrzna i apostolstwo to zadanie, które obejmuje całe życie i przechodzą w wieczność. Dlatego, jeżeli Sodalicja spełniła swój cel, tzn. zdołała w kimś wzbudzić życie wewnętrzne i ducha apostolskiego, to pozostanie to na całe życie; jeżeli nie, to Sodalicja nie spełniła swojego celu. Z istoty swej zamierza ona coś, co trwa i obejmuje całe jednostkowe życie.
 
[II.  SODALICJA MARIAŃSKA JEST  MARYJNYM RUCHEM APOSTOLSKIM]
 
 
[A. Istota Maryjności]
 
Wreszcie do istoty Sodalicji należy, że jest ruchem  m a r y j n y m. Co znaczy, że Sodalicja jest ruchem maryjnym? Czy ma to oznaczać, że celem jej jest szerzenie szczególnego kultu Maryi, obchodzenie Jej świąt, śpiewanie pieśni i godzinek na jej cześć? Często utożsamia się Sodalicję  z takim bractwem pobożnym, zajmującym się szerzeniem tak pojętego kultu Maryi, często w Sodalicjach zwłaszcza żeńskich, w ten sposób praktycznie objawia się ich charakter maryjny. Ale według samej idei sodalicyjnej kult Maryi jest pojęty o wiele głębiej i jest ściśle i organicznie związany z poprzednimi celami Sodalicji, z tym, że jest on ruchem apostolskim. Aby to zrozumieć, musimy sobie znowu uświadomić, czym jest Maryja w Kościele katolickim i jaki jest Jej stosunek do apostolstwa.
 
 
[B. Maryja Drzwiami Świętych]
 
Według jednej z przepięknych przypowieści Chrystusa Kościół podobny jest do ziarnka gorczycznego, które  rozwija się stopniowo w wielki krzew. Dotyczy to nie tylko zewnętrznego  rozwoju Kościoła, ale także wewnętrznego. Do tych czynników, które od początku złożone  były w tym ziarenku gorczycznym, ale ze zrządzenia Opatrzności dopiero w ciągu wieków miały się rozwinąć i w pełni uświadomić Kościołowi, należy kult Maryi i Jej rola w Mistycznym Ciele Chrystusa. Coraz jaśniej uświadamiano sobie Jej godność wszystko przewyższającą – Matki Bożej i Jej przywileje niewymowne. A równocześnie zaczęto sobie uświadamiać dziwną skuteczność Jej wstawiennictwa u Boga. Zaczęły się mnożyć cudowne obrazy i miejsca pielgrzymkowe, z których królowała Maryja i różne nabożeństwa do Niej, a w szczególności różaniec. Szczególnie doznali mocy i skuteczności Jej wstawiennictwa ci, którzy weszli na drogę życia wewnętrznego. I oto wnet doszło do tego, że gorące nabożeństwo do Maryi stało się znamieniem nieomylnych tych, którzy przez Boga zostali powołani do życia wewnętrznego i świętości. Doszło do tego, że nie ma świętego, który nie byłby szczególnie gorącym czcicielem Maryi. Ona stała się Świętych Drzwiami i Matką Łaski Bożej. 
 
[C. Moc Wszechpośrednictwa Maryi]
 
Życie wewnętrzne w Kościele od wieków już nie da się pomyśleć bez gorącego nabożeństwa do Maryi. Z drugiej strony doświadczono mocy wstawiennictwa Maryi, jeżeli chodzi o nawracanie grzeszników i znów stała się Ona Królową Apostołów. Wszyscy święci i wielcy apostołowie Jej wstawiennictwu przypisują wszystkie owoce swej apostolskiej pracy. Dojrzała więc i ciągle jeszcze dojrzewa w Kościele świadomość, że Bóg wyznaczył szczególna rolę swej Matce w Mistycznym Ciele Swoim i w Swoim Królestwie. Uczynił Ją Królową Nieba  i ziemi nie tylko przez to, że tak wysoko wyniósł Ją w godności i świętości, ale przez to, że uczynił Ją rozdawczynią i pośredniczką wszystkich łask. Dlatego kult Maryi w Kościele jest nie tylko czymś dodatkowym, jakąś piękna ozdobą, czyniącą wiarę katolicką ponętna dla  dusz sentymentalnych i uczuciowych, ale należy do samej istoty katolicyzmu tak dalece, że właśnie nabożeństwo do Maryi jest nieomylnym znakiem prawowierności, a herezje wszystkie od zaprzeczenia tego kultu zaczynają. Dziś nie można mieć ducha katolickiego bez ducha maryjnego, tych dwóch rzeczy rozdzielić nie można. Dziś bardziej niż kiedykolwiek, bo kult Maryi dosięga dziś wyżyn w historii niespotykanych. I zdaje się, że nie doszedł on jeszcze do swego punktu kulminacyjnego. Stanie się to dopiero wtedy, gdy dojrzeje w pełni prawda o wszechpośrednictwie Najświętszej Maryi Panny. Wtedy już bez przeszkód zrealizuje się powszechne Królestwo Maryi, o które walczył  całe swe życie i które przepowiadał w swych proroczych pismach św. Ludwik Grignion de Montfort.
 
 
[D. Maryjność fundamentem Sodalicji Mariańskiej]
 
            Otóż idea sodalicyjna opiera się właśnie na uświadomieniu sobie tej wielkiej prawdy, czym jest Maryja w sobie i czym jest Ona w Królestwie Bożym. Stąd gorąca cześć jaką Sodalicja otacza Maryję i do jakiej wychowuje i pobudza ciągle swych członków. Stąd ufność wielka i niezłomna, z jaką oddaje się  w ręce Maryi, obierając Ją sobie za Matkę. Stąd całe życie wewnętrzne i jego owoc – apostolstwo opiera się na gorącym nabożeństwie do Maryi. W tym znaczeniu sodalicyjny duch jest duchem maryjnym, w znaczeniu głęboko pojętym. Maryjność nie jest  tylko czymś  zewnętrznym, ozdobą, lecz fundamentem całej idei, celem pierwszym i najbliższym, przez który dopiero wiedzie droga do życia wewnętrznego i do apostolstwa. Bez Maryi nikt nie zostanie ani świętym, ani apostołem, i przeciwnie – im głębsze nabożeństwo do Maryi, tym prędzej zostanie świętym i apostołem.  Dzisiaj szczególnie w dobie wielkich wydarzeń maryjnych, musi Sodalicja uświadomić sobie te zasadnicze prawdy o Maryi. Lourdes, La Salette, Fatima, Beauraing i inne wielkie objawienia Maryi w ostatniej dobie – to są etapy, w których Maryja realizuje swe Królestwo i wzywa świat do walki o zbawienie dusz. Sodalicja powinna sobie uświadomić sens istoty tych wydarzeń, przyswoić sobie orędzie Maryi do świata i na nim oprzeć swój program, a przez to wnieść nowego ducha w swoje szeregi, pogłębić odnowić swoje nabożeństwo do Maryi.
 
Cz. II. Charakterystyczny cechy Sodalicji Mariańskiej
 
[1. Sodalicja Mariańska jest organizacją kościelną]
 
Po tym wszystkim cośmy powiedzieli możemy krótko scharakteryzować ideę sodalicyjną – Sodalicja  jest ruchem apostolskim maryjnym. Tak w ogólnych zarysach przedstawia się idea sodalicyjna. Poznaliśmy ja jako ideę wielką i wzniosłą, będącą w istocie  niczym innym jak ideą św. Pawła i ideą przewodnią dziejów Kościoła. Idea ta nie jest więc czymś nowym, ani specyficznie sodalicyjnym, lecz jest ideą katolicką, którą w różny sposób realizuje Kościół przez swoich świętych, zakony i różne organizacje. Musimy więc teraz poznać specyficzne właściwości Sodalicji, które stanowią jej szczególne znamię i które odróżniają  ją od  innych organizacji kościelnych. W pierwszej części staraliśmy się określić istotne  cechy Sodalicji jako idei, teraz musimy określić jej cechy specyficzne jako organizacji, która jest sposobem realizacji tej idei.
 
A więc musimy najpierw stwierdzić, że Sodalicja jest ruchem apostolskim, zorganizowanym, jest organizacją. Jest organizacją, to znaczy  jej cele, formy i sposoby realizacji tych celów zostały ujęte i określone ściśle przez ustawy ogólne, statuty. Posiada pewne określone  formy zewnętrzne, pewną tradycję organizacyjną. Wrócimy jeszcze  później do określenia tych właściwości  czysto organizacyjnych Sodalicji, tutaj wskażemy tylko  na jeden moment – autorem tej organizacji jest sam Kościół. Kościół mocą swego autorytetu nadał  organizację Sodalicji, określił jej statuty  i swoją moc prawną czerpią one z autorytetu Kościoła.  Przez to Sodalicja  jeszcze ściślej związana została z Kościołem  nie tylko pod względem ideowym, ale i pod względem prawnym. I z stąd  z pełną słusznością można powiedzieć – Sodalicja jest organizacją przez Kościół  ustanowioną przez którą  realizuje on (obok innych środków) swój zasadniczy cel szerzenie Królestwa Bożego.
 
Przez swoje cele i swój stosunek  prawny do Kościoła odróżnia się Sodalicja od wielu innych organizacji w Kościele, stanowi wśród nich swoisty i odrębny typ. Stosunek Sodalicji do innych organizacji i odrębności typu Sodalicji określił doskonale Ks. Rostworowski w swoim ogólnie znanym „Przewodniku Sodalicyjnym”. Dlatego możemy to jako powszechnie znane tutaj pominąć. Natomiast chciałbym rozwinąć szerzej dwie charakterystyczne cechy Sodalicji, które moim zdaniem  należą do najistotniejszych. Te dwie cechy mieszczą się  w określeniach – 1) organizacja wychowawcza, 2) apostolstwo świeckie.
 
 
[2. Sodalicja Mariańska organizacją wychowawczą]
 
1. Organizacja wychowawcza.
 
[A. Sodalicja środowiskiem wychowawczym]

Sodalicja jest organizacją wychowawczą tzn. świadomie stawia sobie za cel pracę w kierunku realizacji pewnego ideału wychowawczego, mianowicie ideału prawdziwego i pełnego katolika. Także inne organizacje religijne katolickie zmierzają zasadniczo do udoskonalenia człowieka, ale zmierzają do tego celu tylko przez wskazywanie ideału, pouczenia i przez praktykę pewnych modlitw i ćwiczeń duchownych. Przez to jednak nie stają się one  jeszcze organizacjami wychowawczymi, bo nie ma w nich tej ciągłej systematycznej pracy wychowawczej, zmierzającej konkretnie do kształtowania i doskonalenia poszczególnych jednostek.  Pracę tamtych organizacji można porównać do pracy siewcy, który tylko rzuca swe ziarno na różnorodny grunt, którego właściwości nie zna ani nie stara się poznać. Rzuciwszy ziarno nie troszczy się o jego dalszy wzrost, ani nie pracuje nad nim. A ziarno  albo pada na grunt skalisty, albo na drogę, albo pomiędzy ciernie, albo wreszcie na grunt dobry i przynosi plon trzydziesto-, sześćdziesięcio- i stokrotny. Praca sodalicyjna natomiast jest pracą ogrodnika. Wybiera on troskliwie grunt na którym zasadzi swoją roślinkę, stara się poznać właściwości gruntu i danej rośliny, z uwagą i troskliwością śledzi jej wzrost, usuwa szkodliwe wpływy i stara się oddziaływać korzystnie na wzrost. Taką ma być praca sodalicyjna. I dopiero taka praca zasługuje na nazwę pracy sodalicyjnej. Nie chce być Sodalicja przypadkowym zespołem ludzi złączonych tylko zewnętrznymi węzłami organizacyjnymi, uczestnictwem na wspólnych zebraniach i nabożeństwach i pewnymi wspólnotami zewnętrznymi wystąpieniami.
 
 
[B. Sodalicja „szkołą świętości”]
 
Sodalicja chce być „szkołą świętości”. A szkoła jest tam gdzie jest wychowawca. Tym wychowawcą jest  moderator i trzeba sobie uświadomić, że moderator ma być wychowawcą. Moderator musi sobie uświadomić tę swoją rolę  i zadanie, bo od tego jak on je pojmie będzie zależało, czym będzie dana Sodalicja. Moderator musi mieć przed oczyma nieustannie ideał wychowawczy, następnie musi dobrze poznać podmiot wychowawczy ogólnie i indywidualnie każdego sodalisa. Mając te dwa kresy – punkt wyjścia i ideał, będzie stosował odpowiednie środki by krok za krokiem  do niego prowadzić. Należy podkreślić ważność tego momentu w pracy sodalicyjnej z dwóch względów. Po pierwsze dlatego, że ten moment  głównie stanowi o odrębności  i wartości idei sodalicyjnej w stosunku do innych organizacji religijnych. Po drugie dlatego, że  w tym  leży szczególna misja, jaką ma spełnić  Sodalicja szczególnie  na tle czasów dzisiejszych, bo te odczuwają przede wszystkim brak takiej szkoły świętości. Szkoła świecka, wskutek olbrzymiego rozwoju  pedagogiki i psychologii, stała się wprawdzie instytucja wychowawczą, ale niestety nie religijną. Atmosfera wychowawcza szkoły coraz więcej nasycona jest atmosferą, jeżeli nie wprost wrogą religii, to w każdym razie laicyzmu i obojętności. Jeżeli nawet jest nauka religii, to w ogólnym programie nauczania stosunkowo tak mało jest uwzględniona, że trudno wymagałaby spełniła swe zadanie wychowania typu, charakteru katolickiego. Wskutek upadku rodziny chrześcijańskiej  coraz rzadziej staje się ona szkołą świętości, chociaż ona w pierwszym rzędzie jest do tego powołana i najlepiej to zadanie może spełnić.
 
 
[C. Sodalicja nowożytną szkołą katechumenów]
 
Wreszcie Kościół w swojej zwyczajnej pracy duszpasterskiej może się tylko ograniczyć do roli siewcy rzucającego ziarno Boże, ale nie może się zająć pracą ogrodnika pielęgnującego poszczególne roślinki w ogrodzie Bożym. W pierwszych wiekach tę pracę ogrodników spełniała szkoła katechumenów. Katechumenat miał za zadanie nie tylko pouczenie o prawdach wiary, ale głównie, aby z ludzi – pogan zrobić prawdziwych chrześcijan w życiu codziennym przez ciężką i długą pracę wychowawczą. Dlatego katechumenat trwał  od 2 do 7 lat, a przecież na wyuczenie Dekalogu, Symbolu i Ojcze Nasz wystarczyłoby kilka tygodni. Czyż nie jest to powołanie Sodalicji Mariańskiej, aby stała się ona nowożytna szkołą katechumenów? I tego też spodziewa się Kościół po Sodalicjach, wyrażając często przez usta swych Najwyższych Pasterzy nadzieję, że Sodalicja da Kościołowi katolików pełnych, zdecydowanych walczyć całym życiem o realizację Królestwa Chrystusowego.
 
[D. Sodalicja ma wytworzyć rodzinną atmosferę wychowawczą]
 
Jeżeli Sodalicja chce być organizacją wychowawczą, to znowu musi spełniać pewne warunki, które należą do istotnych cech Sodalicji. Cechą ta jest życie wspólne, pewna atmosfera swojska i rodzinna, jaka powinna cechować życie sodalicyjne. Bo wszelka owocna praca  wychowawcza może się dokonać tylko w ramach pewnej społeczności w pewnym środowisku. Wychowanie nie polega na podaniu pewnych teoretycznych wskazówek i upomnień, lecz jest ono procesem życiowym obejmującym całego człowieka w żywym stosunku do innych ludzi, do otoczenia. Dlatego wychowują nie tyle słowa, ile przykład i życie. Najsilniejszym czynnikiem wychowawczym jest rodzina, a ona wychowuje nie przez teoretyczne wykłady i nauki, lecz przez wspólne pożycie rodzinne. Dziecko przez rozliczne wpływy nasiąka jakby i wzrasta w pewną atmosferę wychowawczą, jaka panuje w rodzinie, jest wystawione ciągle na oddziaływanie rodziców i rodzeństwa, widzi przykład postępowania. Radości i smutki jednego członka rodziny dzielą wszyscy, a przez to doskonali się miłość. Otóż Sodalicja musi wytworzyć taką atmosferę wychowawczą, w której ma żyć to, co stanowi jej ideał wychowawczy. Jeżeli praca sodalicyjna ograniczy się do nabożeństw i zebrań, to będzie ona tylko teoretycznym oddziaływaniem  wychowawczym, w którym nie ma żywego procesy wychowawczego.
 
[E. Sodalicja kształtuje całego człowieka]
 
Sodalicja musi się starać objąć całe życie tych, których chce wychowywać, musi zaspokoić wszystkie  ich potrzeby i dlatego, że chce kształtować  całe życie według zasad chrześcijańskich. Do życia sodalicyjnego należy więc i zabawa i rozrywka, życie towarzyskie, wspólne wycieczki i przechadzki, śpiewy, przedstawienia teatralne, imprezy sportowe. Do pielęgnowania takiego życia wspólnego nieodzowna jest świetlica, zaopatrzona w odpowiednią biblioteczkę, czasopisma i gry towarzyskie, gdzie sodalisi mogą się schodzić codziennie na wspólne pogawędki, dyskusje i zabawy. W tym bogatym życiu wspólnym wytwarza się tradycja , silne poczucie odpowiedzialności  za całą Sodalicję, powstaje zżycie się wzajemne, miłość i przyjaźń. I na tym właśnie polega całą sztuka oddziaływania wychowawczego, aby wytworzyć w tym życiu odpowiednią atmosferę, któryby przenikał  ów ideał wychowawczy do jakiego dąży Sodalicja. A główną cechą tej atmosfery powinno być (zwłaszcza  w sodalicjach młodzieżowych) zniesienie tej dwoistości pomiędzy życiem religijnym i moralnym i rozrywką, która świadomie czy podświadomie zatruwa  często umysły ludzi dzisiejszych. Uważa się mianowicie, że życie religijne a wesołość, zabawa i rozrywka to są rzeczy sprzeczne. Modlitwa i życie religijne to już koniecznie muszą się łączyć z poważna i ponurą miną z pojęciem pokuty, umartwienia i ucieczki od świata. A zabawa ma w sobie coś grzesznego, jest zawsze okazją do grzechu. Właśnie trzeba pokazać, że nasza wiara jest źródłem nieustannej radości i że właśnie z niej płynie najpełniejsza radość życia. Trzeba wyeliminować z zabawy i rozrywki tę atmosferę „owocu zakazanego” jaka na niej ciąży, a zbliżyć ją do modlitwy i życia religijnego. Trzeba pokazać, jak wśród wesołej zabawy można na głos dzwonka od razu skupić się  i odmówić Anioł Pański, później dalej oddać się pogodnej grze.  To nie jest wychowanie, jeżeli surowymi i rygorystycznymi upomnieniami chce się młodzież dorastającą odciągnąć na przykład od zabaw tanecznych, ale wtedy jest wychowanie skuteczne , jeżeli młodzież sama odczuwa wstręt do takiej zabawy wśród oparów alkoholu i tytoniu w dusznej Sali i nie widzi w tym nic pociągającego, bo zaznała prawdziwej radości i pełnego wyżycia się w sposób zdrowy, pogodny przy czystym sumieniu.
 
Ta atmosfera życia wspólnego w Sodalicji ma uczyć w jaki sposób mamy całe nasze  życie po katolicku kształtować, żeby być katolikiem w kościele ale i w zabawie, w pracy, w nauce i gdziekolwiek. W ten sposób można tylko zrealizować  ideał wychowawczy Sodalicji Mariańskiej, podczas gdy w zaniedbywaniu tego życia wspólnego, jak stwierdza J. Miller („Der Präses”) leży główna przyczyna upadku i wegetacji wielu Sodalicyi młodzieżowych, gdyż zadawalały się one tylko religijnym nabożeństwem, zostawiając zewnętrzne życie innym organizacjom.
 
 
[3. Sodalicja Mariańska uzdalnia do apostolstwa świeckich]
 
1. Apostolstwo świeckie
 
[A. Apostolstwo to zasadnicza specyfika całego Kościoła]
 

Określiliśmy Sodalicję jako ruch apostolski i stwierdziliśmy, że ten cel zasadniczy Sodalicji nie jest czymś specyficznym dla niej, ale jest ogólnym znamieniem apostolskiego Kościoła. Ze względu na ten cel i na swoją prawną zależność od Kościoła zbliża się Sodalicja swym charakterem do wielkich zakonów apostolskich, szczególnie do zakonu Jezuitów. Teraz chcemy uwydatnić specyficzna odrębność Sodalicji  mieszczącą się w określeniu „apostolstwo świeckie”. Istota apostolstwa  jest zawsze ta sama i nie  w tym leżeć może różnica, ale raczej w formie realizacji apostolstwa, w tej stronie raczej zewnętrznej.
 
Otóż zakony apostolskie (czynne) stanowią odrębny stan w Kościele, który nie tylko pod względem zewnętrznego ducha, ale pod względem całego sposobu zewnętrznego ściśle ogranicza się i odróżnia od świata. Stanowią one jakby zorganizowaną i skoszarowana armię duchową. Zakonnicy obierają sobie zakon jako stan i powołanie całego życia, opuszczają świat i wszystko w nim, zamykają sobie przez śluby drogę powrotną do niego, oddają się na całe życie w służbę Boga, w pewien ściśle  określony sposób zewnętrzny, określany przez regułę. Wyszedłszy z tego świata niejako z  zewnątrz do niego przychodzą, jako przedstawiciele i posłańcy Boga i Kościoła, apostołując i wzywając ludzi do Królestwa Bożego. Ich apostolstwo wprawdzie ma na celu urzeczywistnienie Królestwa Chrystusowego, chcą więc objąć wszystkich ludzi i wszystkie dziedziny życia. Jednak niestety ich wpływ nie dosięga wszędzie i nie obejmuje wszystkich ludzi i nie dociera na wszystkie odcinki życia bezpośrednio. Tylko na tych ludzi rozciąga się bezpośrednio ich wpływ, którzy chcą ich słuchać i sami przychodzą, aby ich słuchać, a więc w zasadzie na ludzi, którzy uczęszczają do Kościoła.
 
 
[B. Apostolstwa Kościoła zwraca się do pogan i obojętnie religijnie]
 
Apostolstwo jednak zwraca się z istoty swej do niewierzących, do wrogów wiary i do obojętnych, a właśnie ci nie przychodzą i tych się nie dosięga. Dziś coraz więcej ludzi wymyka się z pod wpływu Kościoła im więcej postępuje laicyzacja kultury życia publicznego i prywatnego. Dziś wielu ludzi nie słyszy głosu Kościoła, bo żeby go słyszeć trzeba iść do Kościoła, a oni nie chcą do niego iść  i unikają wszystkiego co tylko występuje wewnętrznie pod znakiem Kościoła.
 
Z drugiej strony wpływ tego apostolstwa, powiedzmy oficjalnie, nie sięga dziś do wszystkich dziedzin życia bezpośrednio. Owszem słyszy się słowa i nauki, mówiące teoretycznie jak należy żyć po katolicku. Ale dzisiaj ludzkość przechodzi kryzys zaufania do słowa mówionego jak i pisanego i słusznie powiedział ktoś – „jedynym katechizmem, który jeszcze czytają ludzie  oddaleni od Kościoła, jest życie nas katolików”. I nic tu nie pomoże przykład duchowieństwa samego. Bo każdy sobie pomyśli – łatwo praktykować cnotę i żyć po chrześcijańsku za murami klasztoru, za murami przepisów normujących całe życie, w środowisku religijnym, gdzie wszystko religia oddycha i żyje. Ale proszę pokazać jak żyć po katolicku w fabryce, na letnisku , w biurze, w teatrze, na zabawie. I tu znowu apostolstwo oficjalne Kościoła ”zawodzi”. I dlatego w przeważnej części nawet u tych ludzi, którzy przychodzą do kościoła, którzy nie uchylają się  z pod wpływu apostolstwa Kościoła  panuje rozdwojenie w życiu, jak to znów ktoś trafnie określił – „Świat chrześcijański cierpi na pewien dualizm, żyje wg dwu różnych rytmów: rytmu religijnego, który ma wpływ na małą część dnia, i drugiego rytmu, świeckiego, który wypełnia resztę.
 
 
[C. Szukanie nowych dróg dostępu do ludzi przez Sodalicję Mariańską]
 
Ta sytuacja stworzyła potrzebę szukania nowych dróg apostolstwa, a tą droga jest apostolstwo świeckich. Sodalicja Mariańska  jako jedna z pierwszych wystąpiła z tą ideą apostolstwa świeckiego już wtedy, gdy w dobie reformacji  po raz pierwszy na większą skalę dały się odczuć  zgubne skutki tego rozdziału między tym co działo się w obrębie murów kościelnych a życiem w świecie w różnych jego dziedzinach.
 
Jeżeli wtedy idea sodalicyjna apostolstwa świeckich była  najaktualniejszą, jeżeli wtedy stanowiła  specyficzna  misję i wielkość idei sodalicyjnej, to ileż bardziej aktualna jest ona dzisiaj i o ileż większą misję ma ona dzisiaj do spełnienia. Apostolstwo świeckich tzn. prowadzone przez świeckich, w świecie i środkami świeckimi jeżeli chodzi  o ich zewnętrzną formę. Ludzie wszystkich stanów i zawodów mają być tymi apostołami i w tym celu nie musza oni porzucać świata ani przywdziewać stroju duchownego i chronić się za mury klasztorne. Na wszystkich stanowiskach i we wszystkich środowiskach mają walczyć o realizacje Królestwa Chrystusowego w pracy, w życiu rodzinnym, na boisku sportowym, w szkole, w wojsku, wszędzie. Mają apostołować  nade wszystko przykładem  swojego życia i przez to stać się żywymi katechizmami, które każdy będzie czytał  chcąc czy nie chcąc. Mają pokazać, że religia i katolicyzm nie tylko tam są na miejscu, gdzie unoszą się dymy kadzideł i płoną świece, a dźwięk organów stwarza „religijny nastrój”, że do tego, aby żyć religijnie nie potrzeba nosić duchowego stroju, habitu i szkaplerza i być przepasany różańcem, ale można nim żyć i w mundurze żołnierza, w ubraniu roboczym i w sportowej koszulce. Mają pokazać, że religia to życie, życie codzienne, pogodne, męskie, szlachetne i piękne, dla każdego zawsze i wszędzie dostępne. Przez tę cechę, apostolstwo świeckich uwydatniliśmy najbardziej specyficzną cechę idei sodalicyjnej.
 
 
[D. Cechy apostolstwa Sodalicji Mariańskiej]
 
Dla pełności obrazu wspomnijmy jeszcze krótko o kilku innych cechach już czysto organizacyjnych sodalicji mariańskiej. A więc – zasada elitaryzmu i selekcji, ustrój autorytatywno-demokratyczny i praca w sekcjach. Zasada elitaryzmu i selekcji wynika z samej natury sodalicji, z wzniosłości jej celu. Oczywistym jest, że nie wszyscy są powołani i nie wszyscy chcą i są zdolni do realizacji tak wzniosłych celów. Jeżeli sodalicja będzie przyjmowała bez wyboru każdego, kto się tylko zgłasza, będzie miała ambicję, ażeby mieć jak najwięcej członków  nawet kosztem jakości, wtedy z konieczności musi dojść do wypaczenia jej idei, będzie ona w swoim duchu i życiu wszystkim innym tylko nie sodalicją. Kryterium, które decyduje zasadniczo o selekcji powinien być nie tylko  poziom wyrobienia (to ma się nazywać właśnie w sodalicji), ale zasadnicza zdolność, chęć i z dobrej woli płynące usiłowanie pracy  nad sobą i realizowanie celów sodalicyjnych. Także okoliczności, że sodalicja jest organizacją wychowawczą nakłada pewne ograniczenia liczbie członków, bo wychowawca nie może zbyt wielu objąć. Jeżeli chodzi o ustrój sodalicyjny, to stanowi on znowu doskonałą i oryginalną syntezę odpowiadającą doskonale naturze i celom sodalicji. Z jednej strony jest sodalicja organizacją apostolską ściśle związaną z posłannictwem Kościoła i od Kościoła zależną, musi więc mieć w sobie coś, co odpowiada ustrojowi Kościoła, który jest ustrojem autorytatywnym i monarchicznym, co znowu wynika stąd, że Kościół jest ustanowiony i działa w imieniu i mocą Boga samego i przedstawiciele Kościoła reprezentują autorytet Boży. Stąd w sodalicjach niczym nieskrępowany autorytet moderatora, który jest autorytatywnym kierownikiem ze strony Kościoła.
 
Z drugiej strony, ażeby się uzdolnić do apostolstwa w świecie sodalicja przybrała wszystkie istotne formy zewnętrzne nowoczesnych organizacji świeckich, których cechą jest ustrój demokratyczny. Wykorzystując wszystkie dobre strony tego ustroju świeckich organizacji unika zarazem jego błędów, dzięki temu, że ma w sobie ów pierwiastek autorytatywny, który czuwa i w porę wkracza, gdy grozi jakieś złe lub odchylenie od zasadniczej linii ideowej.
 
Wreszcie jeszcze jedna charakterystyczna cecha, podział na sekcje, znowu posiada swe głębokie psychologiczne uzasadnienie i stanowi konieczne uzupełnienie ogólnego schematu organizacyjnego sodalicji. Bo każdy ustrój organiczny, żywy, musi zawierać dwa pierwiastki, aby się mógł zdrowo rozwijać – jeden ogólny, całościowy i drugi jednostkowy, indywidualny. Pierwszy musi nadawać ogólny kierunek i łączyć wszystko w całość, w jeden organizm.
 
Ale przerost tego czynnika ogólnego zabija życie, bo organizm składa się z indywiduów, które maja pewne właściwości i potrzeby odrębne i nie można ich wszystkich wtłoczyć w jeden martwy schemat. Dlatego musi pozostać pewna swoboda kształtowania się indywidualnych dążeń, zdolności i właściwości. Te właściwości indywidualne w znaczeniu ścisłym  a także w znaczeniu szerszym jako potrzeby lokalne i problemy czasowo-aktualne znajdują w ramach ustroju sodalicyjnego możliwość rozwoju i stworzenia sobie organizacyjnego wymiaru dzięki sekcjom. Dzięki nim sodalicja pozostaje  zawsze organizmem żywym i zawsze może dostosować się do zmienionych potrzeb czasu i środowiska nie zmieniając swego zasadniczego ustroju.
 
[E. Apostolstwo Pierwszej Sodalicji Mariańskiej Prima Primaria]
 
Referat niniejszy ma jeszcze przedstawić typowe właściwości Pierwszej Sodalicji Rzymskiej Prima Primaria. Aby nie przedłużać referatu możemy odpowiedzieć na to jednym zdaniem – w pierwszej sodalicji Prima Primaria tkwiły, może jeszcze nie w pełni rozwinięte i uświadomione te wszystkie właściwości i cechy jakie widzimy  dziś w pełnym rozwoju w sodalicji i które przedstawiliśmy wyżej. Na jedna tylko właściwość z życia tej pierwszej sodalicji zwrócimy na zakończenie szczególna uwagę. Nie było w tej sodalicji jeszcze ściśle określonych form organizacyjnych i jasno uświadomionych metod, ale było jedno, co jest czynnikiem najważniejszym, był duch Boży, był prawdziwy duch apostolski i zapał. Ten duch Boży przede wszystkim  w duszy młodego nauczyciela Jana Leunis, była w jego duszy gorąca miłość Matki Najświętszej i gorąca miłość do tych dusz młodzieńczych, które mu zostały powierzone i z tej miłości, z tego ducha Bożego płynęła dopiero zewnętrzna działalność. Miłość ta szukająca dróg zaczęła gromadzić młodzież na wspólne zebrania, aby w ich dusze tę samą miłość wszczepić. Tak powstała pierwsza sodalicja pod tchnieniem ducha Bożego, która z Woli Bożej miała być tym ziarnkiem gorczycznym, z którego wyrósł wielki krzew sodalicji jaki dzisiaj widzimy.
 
[F. Apostolstwo „tylko” narzędziem, apostołuje się sobą]
 
Należy zwrócić na ten szczegół uwagę w związku z  artykułem  Ks. prof. Mariana Michalskiego w Tygodniku Powszechnym z dn. 16.5.1948 pt. „Święto chrześcijańskiego apostolstwa”, w którym pisze on między innymi: „Chrześcijaństwo poczęło się rozszerzać po świecie dopiero z chwila, gdy apostołowie nowej religii napełnieni zostali Duchem Bożym”. A dziś często pracę apostolską utożsamia się z zewnętrzną pracą organizacyjną i … „nic tak bardzo nie grozi organizacji, zwłaszcza religijnej jak utopienie ducha w powodzi zewnętrznych form organizacyjnych”. Nie łudźmy się, że sama organizacja, choćby tak wzniosłą i tak mądrze pomyślana jak sodalicja mariańska, przez samo uruchomienie jej form i trybu życia organizacyjnego, będzie już apostolstwem skutecznym i owocnym. Organizacja jest narzędziem tylko, jeżeli chodzi zaś o sodalicję- narzędziem, jak jesteśmy przekonani, doskonałym.  Ale narzędzie jest martwe. Nawet jeśli jest maszyną i jest puszczone w ruch to jeszcze pozostanie ono martwym dla ducha. Bo …”apostołuje przede wszystkim  sam człowiek, jako taki, człowiek pełen ducha Bożego, apostołuje właśnie przez swa pełnię ducha Bożego, apostołuje bezpośrednio nawet nie swym słowem, ani swym czynem. Apostołuje po prostu samym sobą, wypromieniowując świadomie czy nieświadomie z siebie samego tego ducha Bożego , którego jest pełny i który go ożywia”.
 
Tym wnioskiem chciałbym zakończyć referat i zarazem nawiązać  do następnego, który ma zająć się osobą i pracą duszpasterską moderatora.
 
Piękna jest idea sodalicyjna, doskonałym narzędziem apostolstwa jest forma organizacyjna, jaką ona sobie stworzyła. Ale jest jednak tylko narzędziem, które wtedy przyniesie owoc, dla którego zostało stworzone tj. rozszerzenie  Królestwa Bożego, gdy weźmie je w ręce człowiek naprawdę pełny Ducha Świętego, a tym człowiekiem ma być moderator.
 
Po referacie była bardzo ciekawa dyskusja.
 
Przepisał z powielacza maszynopisu pt. „Pamiętnik Zjazdu przedstawicieli Sodalicyi Mariańskich Al. Sem. Duch. W Polsce Częstochowa 29.VII – 2.VIII. 1948 (mps. bez daty) Mieczysław Łacek [w klamrach moje dopiski]


PAMIĘTNIK
ZJAZDU PRZEDSTAWICIELI SODALICYJ MARIAŃSKICH
ALUMNÓW SEMINARIÓW DUCHOWNYCH W POLSCE 
CZĘSTOCHOWA  29 VII – 2 VIII 1948
format A 4
okładka broszurowa
stan dobry
kartki pożółkłe
wydanie na powielaczu
 
Spis rzeczy:
Wstęp....2
Program zjazdu.....3
Uczestnicy Zjazdu.....4
 
CZĘŚĆ PIERWSZA...5
30 VII 1948 (piątek)
posiedzenie pierwsze......5
Istotny cel i duch Sodalicji Mariańskiej /referat/ sod. Franciszek BLACHNICKI /SM Al. Sem. Duch. Śląskiego w Krakowie/....6
            Dyskusja......15
posiedzenie drugie.....17
Duszpasterska praca moderatora /referat/ sod. dk. Marian CIERPIK /SM Al. Sem. Duch. w Białymstoku/.....17
Dyskusja....24
31 VII 1948 (sobota)
posiedzenie trzecie.....25
            Program pracy w Sodalicjach młodzieżowych /referat/ O.PROMOTOR St. NAWROCKI T.J.....25
Dyskusja....26
posiedzenie czwarte.....27
            Łączność międzysolidacyjna na terenie Sodalicyj Mariańskich Alumnów Sem. Duch. /referat/
sod. dk Zbigniew KRASZEWSKI /SM Al. Sem. Duch. w Warszawie/.....27
            Dyskusja.....32
1 VIII 1948 (niedziela)
 posiedzenie piąte......33
            cz.  I –  Ustalenie właściwych form pracy w Sodalicjach Alumnów Sem. Duch.......33
            cz. II – Utworzenie Sekretariatu Al. Sem. Duch.......35
            Zamknięcie obrad....36
 
CZĘŚĆ II.....37
U stóp Jasnej Góry - sod. Andrzej SANTORSKI....37
Różaniec /wiersz/  - sod. Ks. Jan TWARDOWSKI....39
Serce Zjazdu - sod. dk. Tadeusz KOZŁOWSKI....41
Akt poświęcenia się Matce Najświętszej....42  
U źródła Miłości i Prawdy - sod. Antoni SZYRWIŃSKI....43
Modlitwa o miłość braterską.....44
O całościowe ujęcie Sodalicji - sod. dk. Zbigniew KRASZEWSKI.....45
Białe drogi /wiersz/......48
Zjazd na wesoło - nap. WACIO & KOCIO.....49