SODALICJE MARIAŃSKIE
 

Poznańscy Moderatorzy

Poznańscy Moderatorzy: O. Władysław Siwek TJ i ks. Marian Wolniewicz

Kiedy 8 grudnia 1995 roku na antenie Archidiecezjalnego Radia "Reflex" powiedziano, że Sodalicja Mariańska w Poznaniu istnieje i działa, wiele osób wyraziło zdumienie. Posypały się pytania i odpowiedzi zarówno na antenie, jak i poza nią, podające nieco faktów z życia poznańskiej Sodalicji Mariańskiej pod wezwaniem N.M.P. Królowej Polski i bł. Jolanty. Dzisiaj pragniemy przypomnieć niektóre z owych pytań i odpowiedzi.
 

 
Krystyna Medycka, SM Poznań

 
Sodalicja Mariańska w Poznaniu
 
Kiedy 8 grudnia 1995 roku na antenie Archidiecezjalnego Radia "Reflex" powiedziano, że Sodalicja Mariańska w Poznaniu istnieje i działa, wiele osób wyraziło zdumienie. Posypały się pytania i odpowiedzi zarówno na antenie, jak i poza nią, podające nieco faktów z życia poznańskiej Sodalicji Mariańskiej pod wezwaniem N.M.P. Królowej Polski i bł. Jolanty. Dzisiaj pragniemy przypomnieć niektóre z owych pytań i odpowiedzi.
I. Czym jest Sodalicja Mariańska ?
Sodalicja Mariańska jest stowarzyszeniem religijnym, kształtującym dojrzałych chrześcijan. Swoją formacją obejmuje całego człowieka i zwraca jego uwagę na:
I. rzetelną pracę nad sobą, 2. kształtowanie ducha modlitwy, 3. umiejętność łączenia modlitwy z działaniem, 4. intelektualną podbudowę wiary oraz znajomość nauczania społecznego Kościoła, 5. kształtowanie postaw otwartych wobec problemów współczesnego świata, szczególnie zaś własnego kraju i narodu, 6. tworzenie społecznego poczucia wspólnoty i umiejętności życia we wspólnocie, 7. formowanie właściwego stosunku do całego Bożego dzieła stworzenia.
 
II. Kiedy powstała ?
Pierwsza Sodalicja Mariańska powstała w rzymskim kolegium jezuickim w 1563 roku - a więc w 16 wieku.
Pod koniec 16 wieku papież Grzegorz XIII bullą "Omnipotens Dei" zatwierdził kanonicznie sodalicję rzymską, noszącą nazwę Prima Primaria i obdarzył prawem afiliacji czyli przyłączenia wszystkich innych sodalicji już istniejących oraz tych, które powstaną w przyszłości. Kasata zakonu jezuitów w 18 wieku (1773 r.) zahamowała rozwój sodalicji, ale nie położyła kresu jej istnieniu. Po reaktywowaniu zakonu w 1814 r. jezuici zaczęli na nowo podejmować opiekę nad sodalicjami. Większe jednak ich ożywienie nastąpiło po ogłoszeniu dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najśw. Maryi Panny w 1854 r. Ostatni dokument papieski z 1948 roku Piusa Xli "Bis saeculari" wyraźnie zaaprobował i zatwierdził sodalicję, podkreślając jej ducha apostolskiego i służbę Kościołowi. Papież nazwał sodalicję "szkołą pobożności i czynnego ducha chrześcijańskiego". W zakończeniu papież oświadczył:' "To polecamy, orzekamy i stanowimy, że ... nieważne i bez żadnej mocy pozostanie odtąd wszystko, coby ktoś, jakąkolwiek posiadający władzę, świadomie czy też bezwiednie, przeciwko temu podjąć usiłował".
 
III. Kiedy Sodalicja Mariańska zawędrowała do Polski ?
Pierwsza Sodalicja Mariańska w Polsce powstaje w Poznaniu w 1574 r. przy kolegium jezuickim. Jej rozwój wszakże był uzależniony nie tylko od dziejów zakonu jezuitów ale także od wydarzeń historycznych, dziejących się w naszej Ojczyźnie. Pomimo nieraz ciężkich warunków Sodalicja przetrwała i czasy zaborów, i czasy wojen w obecnym stuleciu. Ostatnią wielką próbą stał się okres po 1949 roku, w którym to władze państwowe w Polsce nakazały rejestrację wszystkich stowarzyszeń religijnych wraz z podaniem imiennego wykazu członków. Na to nie zgodził się Episkopat Polski i zawiesił działalność organizacji - w tym i Sodalicji Mariańskich.
Na nowo sodalicję ożyły we wrześniu 1980 roku. Wtedy ks. Prymas Stefan Wyszyński zlecił krajowemu duszpasterzowi akademickiemu ks. Moderatorowi Tadeuszowi Uszyńskiemu "wznowienie działalności Sodalicji Mariańskich i to w dawnym stylu".
W Poznaniu grupa inicjatywna, dająca początek obecnie istniejącej Sodalicji, wywodzi się z międzywojennej gimnazjalnej Sodalicji Mariańskiej pw. Najśw. Maryi Panny Królowej Korony Polskiej i bł. Jolanty. W okresie okupacji kilka członkiń spotykało się na mszy świętej około 8 grudnia.Wytworzyła się swoista tradycja, która było kontynuowana i
 
 
po  1948  roku.  Sodaliski wtedy gromadziły się w kaplicy sióstr Urszulanek  przy ul. Skarbowej.
Pod koniec lat 70-tych zaczęły prowadzić zorganizowaną pracę, co zaaprobował ks. bp Tadeusz Etter. Na prośbę tej grupy ks. bp Etter odprawił 8 grudnia 1981 roku w kościele oo. Jezuitów uroczystą mszę świętą dla sodalisek i sodalisów z różnych środowisk i kół poznańskich. Na spotkaniu po mszy św. ustalono okresowe terminy spotkań i ramowy plan pracy. Wszelkie jednak ustalenia przekreśliło wprowadzenie stanu wojennego w dniu 13 grudnia 1981 roku. Nastąpiła kolejna przerwa.
Minęły lata i próbę reaktywowania sodalicji podjęto po rozmowach z ks. bp. Zdzisławem Fortuniakiem. Nowa praca rozpoczęła się wspólną mszą świętą w dniu 8 grudnia 1988 roku w kaplicy ss. Oblatek przy ul. Zielonej. Moderatorem został - ks. prof. Marian Wolniewicz. Jego następcą był ks. prof. Ludwik Wciórka. Obecnie funkcję tę sprawuje ks.kan. Wojciech Wolniewicz, proboszcz Fary, przy której Sodalicja została erygowana (ściślej przy kaplicy Wieczystej Adoracji).
 
IV. Jakie są cele Sodalicji Mariańskiej ?
Celem Sodalicji Mariańskiej, określonym przez jej założyciela o. Jana Leunisa jest: "Przez miłość Panny Najświętszej i wierną Jej służbę dążyć do wybitnej cnoty chrześcijańskiej, aby jako hufiec Maryi dobrze zorganizowany szerzyć królestwo Jej Syna na ziemi".
Cel ten realizujemy obecnie przez wypracowany własny styl pracy a mianowicie: za wyjątkiem lipca i sierpnia spotykamy się w każdą 3-cią niedzielę miesiąca na wspólnej mszy świętej w kaplicy Seminarium Archidiecezjalnego przy ul. Wieżowej o godz. 10,30. Po niej jest zebranie, na którym omawiamy tematy związane z życiem Kościoła, sytuacją w Polsce i w świecie.
W każdy 1-szy poniedziałek miesiąca o godz. 16-tej gromadzimy się na wspólnej adoracji we Farze. Korzystamy wtedy z własnego modlitewnika.
O stronie organizacyjnej Poznańskiej Sodalicji Mariańskiej mówi "Informator", wydany również w 2002 roku. Można się z niego dowiedzieć nie tylko kto i jakie pełni funkcje, ale także w jakich sekcjach pracujemy. Oprócz miesięcznych spotkań dwa razy w roku uczestniczymy w rekolekcjach: w Pniewach i w Poznaniu.
Chętnie wyruszamy pielgrzymim szlakiem do Sanktuariów Maryjnych na terenie Wielkopolski - i nie tylko. Uczestniczymy w dorocznych pielgrzymkach Sodalicji Mariańskich z całej Polski do Częstochowy w dniu 8 grudnia.
Wierzymy, że z pomocą i pod opieką Najświętszej Maryi Panny, naszej Matki i Królowej, będziemy nadal spokojnie istnieć i pracować, bo "sodalisem jest się na całe życie, aż do śmierci", gdyż taką przysięgę składa się podczas przyjęcia do sodalicji u stóp ołtarza.
 
 
 
 
 
Krystyna Medycka, SM Poznań
 
O. Władysław Siwek TJ
moderator Sodalicji Mariańskich i duszpasterz akademicki
 
W dniu 12 XI 2005 r. w Szczecinie parafia św. Andrzeja Boboli oraz Civitas Christiana uroczyście obchodziła 100-lecie urodzin śp. o. Władysława Siwka TJ oraz 50-lecie święceń kapłańskich o. Huberta Czumy TJ. Na całość obchodów złożyło się: 1. poświęcenie i odsłonięcie obelisku z tablicą pamiątkową ku czci o. W. Siwka TJ; 2. Msza św. jubileuszowa; 3. Sympozjum popularno-naukowe „Duszpasterstwo akademickie wczoraj i dziś” oraz okolicznościowa wystawa o dr. o. W. Siwku TJ. Ponieważ u korzeni zagadnienia duszpasterstwa akademickiego stoi postać Ojca Siwka (w latach 1950–1955, 1957-1969 był duszpasterzem akademickim), przeto skupimy uwagę na Jego Osobie. 
 
Wstępnie krótkie kalendarium życia
 
Urodził się 12 XI 1905 r. w Michałkowicach na Zaolziu. Naukę szkolną rozpoczął w wieku 6 lat w Staniątkach pod Krakowem. Jako 16-letni chłopak wstąpił do Tow. Jezusowego i maturę zdał w 1927 r. w Pińsku. Trzy lata później na Uniwersytecie Gregorianum w Rzymie uzyskał doktorat z filozofii, który nostryfikował na Uniwersytecie Poznańskim 13 X 1949 r. Następny doktorat - z teologii - otrzymał w 1954 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Dodajmy jeszcze, że podczas pobytu w Poznaniu studiował jeszcze socjologię.
 
Gdy się przyjrzymy powyższemu zapisowi, widzimy, że o. Siwek właściwie ciągle się uczył i poszerzał wiedzę. Doskonale ją też później wykorzystał w swojej pracy duszpasterskiej wśród akademickiej braci.
 
Będąc zakonnikiem przygotował się także do święceń kapłańskich, które przyjął 24 VI 1934 r. w Lublinie. Przeszło trzydzieści lat później uwieńczeniem zakonnej drogi było wyróżniające dopuszczenie Ojca Siwka do złożenia Uroczystej Profesji 4 ślubów przy Ołtarzu św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej w Warszawie (4 IX 1968 r.).
 
W czym wyraziła się wielkość działalności o. Władysława Siwka?
 
Jako jezuita pragnął realizować hasło „Omnia ad maiorem Dei gloriam”. Ks. bp Ignacy Jeż w homilii podczas uroczystej Mszy św. tak scharakteryzował O. Siwka: „(...) Podpadł mi, bo wydawało się, że ciągle chce jeszcze lepiej robić (...) Ojcu nie wystarczało zastane w 1950 r. w Szczecinie zwyczajne duszpasterstwo w nadzwyczajny sposób realizowane. A przecież tuż po wojnie w ogóle trudne były warunki życia, brakowało księży i życie religijne trzeba było na nowo budować. Właśnie w takim okresie i sytuacji o. Siwek chciał tworzyć specjalne duszpasterstwo dla akademików! Mozolnie i powoli ale jednak stworzył, bo dla Ojca było oczywiste, że życie musi być lepsze i na większą chwałę Boga. Chciał dać szansę akademikom, którzy więcej potrzebowali, aniżeli mogli znaleźć na uczelniach.
 
Tak więc przydała się wiedza, jaką o. Siwek dysponował dzięki swemu zakonnemu ukształtowaniu duchowemu i skończonym studiom.
 
Nie można też pominąć osobistych cech Ojca Siwka oraz zdobywanemu przez lata doświadczeniu. Miał temperament choleryka i szybko reagował. Podejmował się rzeczy, które z zapałem realizował. Nie bał się trudności i odważnie podejmował decyzje. A przy tym potrafił być delikatny i współczujący.
 
Doświadczenia duszpasterskie zaczął zdobywać już w latach przedwojennych jako wychowawca i nauczyciel w małym seminarium w Chełmie Lubelskim, potem opiekun stowarzyszeń katolickich w Warszawie – w tym Sodalicji Mariańskiej Pań i Panów. Kierował także Kołem Lekarzy przy Uniwersytecie Warszawskim.
 
Po wojnie natomiast przyjechał do Poznania, gdzie w latach 1945–1950 rozbudził i ukształtował Sodalicję Mariańską Studentek U.P. i Sodalicję Studentów U.P. (zob. Krystyna Medycka: Z dziejów akademickich Sodalicji Mariańskich w Poznaniu po II wojnie światowej). Spędzony w Poznaniu czas i nabyte doświadczenia, często bardzo dramatyczne w związku poczynaniami władz policyjnych, chyba bezpośrednio przygotowały o. Siwka do pracy na terenie Szczecina.
 
W bardzo starannie opracowanym referacie ks. mgr. Roberta Włodkowskiego rozpoczynającego sympozjum szczecińskie, ukazane zostały zabiegi władz, aby sparaliżować działalność Ojca Siwka, który zagrażał peerelowskiemu ładowi. Poddano wówczas inwigilacji nie tylko duszpasterza ale i tych, którzy go słuchali, rozmawiali, głosili poglądy formułowane pod wpływem rozmów, wykładów i kazań Ojca Siwka.
 
Instrumentami nacisku na studentów było zaostrzanie ocen postępów w nauce, stosowanie poprawek egzaminów aż do uniemożliwienia dalszego studiowania, odmowy stypendiów i wszelkiej pomocy materialnej (np. miejsce w akademikach).
 
Nakazy pracy wówczas obowiązujące były również odpowiednio adresowane. Polityka państwa dążyła do całkowitego podporządkowania sobie społeczeństwa i nie tolerowała ludzi o pokroju Ojca Siwka, który domagał się praw dla wolnego człowieka, wolności myślenia i uczuć religijnych. Ludzi, którzy dopominali się o duszpasterzy, władze nazywały „sfanatyzowanym tłumem”. Gdy powoli pojawiali się księża, nie mieli gdzie mieszkać i nie mogli odpowiednio organizować życia religijnego z braku kościołów, chociaż były poniemieckie świątynie. Rozbierano je jako „poniemieckie”. Nic nie znaczył fakt, że często były to stare i zabytkowe kościoły.
 
Następny prelegentem był o. Hubert Czuma. Wspominał swoją pracę w Szczecinie. Objął duszpasterstwo akademickie po Ojcu Siwku i dzięki temu mógł określić Jego nowatorstwo pracy.
 
Ponieważ sam miał w tym czasie tylko ambonę do dyspozycji, starał się naśladować swego poprzednika. Tak więc były rekolekcje chodzone – podczas wędrówek z różnych okazji. Rekolekcje namiotowe – gdyż nie można było otrzymać pozwolenia na dłuższy pobyt na jednym miejscu. Łatwo można było dostać karę za „nielegalne prowadzenie obozu”. Powstały też oficjalne obozy pracy przy budowie kościoła. Pracę łączono z rekolekcjami.
 
Następnie prowadzono pielgrzymki, także łączone z naukami, wykładami, rozmowami. Przyciągały one młodzież z różnych stron kraju a nawet z zagranicy. Szukano i odbudowywano sanktuaria.
 
Potem przyszła kolej na listy, pisemka i pisma. Nową formą stały się panele, rozmowy panelowe.
 
Były też wpadki. W związku z tym wśród społeczeństwa dały się słyszeć głosy, by zaniechać takiej działalności, bo naraża się młodzież.
 
Kolejna referentka p. Zofia Plater-Zyberk mówiła o poradnictwie rodzinnym, które powstało dzięki inicjatywie Ojca Siwka. Jego tłumaczenia, objaśnienia i nawet materialna pomoc wielu matkom zaoszczędziła wyrzutów sumienia i ratowała poczęte życie.
 
Na zakończenie powróćmy jeszcze do pobytu Ojca Siwka w Poznaniu. W 1945 roku Ojciec Siwek stanął wobec młodzieży, którą stanowili ludzie o trudnych często doświadczeniach wojennych – byli to żołnierze, partyzanci, nawet powstańcy warszawscy, często bezdomni i osieroceni. Ludzie ze spalonych domów i pogubioną w czasie wojny rodziną. Tym o. Siwek w ramach Sodalicji Mariańskiej pomagał odnaleźć siebie, sens własnego życia i podstawowe środki bytowania.
 
Był jak ojciec wielu dzieci i stąd Go nazywaliśmy – „Tatą”. Gdy pojechał do Szczecina, zyskał miano „Oś”. Tam było już inne grono młodzieży, która o. Siwka  inaczej odebrała. Zapamiętała jednak serdecznie i wdzięcznie. Dzisiaj w Szczecinie na ścianie kościoła Św. Andrzeja jest pamiątkowa tablica; na mieście przy Rondzie im. o. Władysława Siwka stoi obelisk z tablicą, na której zapisano wdzięczne słowa pamięci. Może kiedyś w Poznaniu też się kiedyś czegoś doczekamy...
 
[Sodalis Marianus  4 (13), 2005, 35-37]
 
 
 
 
 
Członkowie poznańskiej Sodalicji  Mariańskiej wspominają Śp. Moderatora Seniora Ks. Mariana Wolniewicza
Ksiądz Moderator i Profesor
 
Uroczystą Mszą św. w dniu 8 grudnia 1988 r. rozpoczęła się w Poznaniu działalność odrodzonej Sodalicji Mariańskiej. Obowiązki moderatora przyjął wówczas Ks. Prof. Marian Wolniewicz.
 
Jak wynika z zachowanych protokołów Konsulty oraz Sekcji PWR, już na początku utworzono trzy: Misyjno-Charytatywną, Liturgiczną i Pogłębienia Wiedzy Religijnej. Tę ostatnią z zastrzeżeniem, że na zebraniu konieczna jest obecność ks. Moderatora. Dopiero w 1992 r. kolejny Zarząd SM i wybrany jako przewodniczący Sekcji sod. Jan Deskur nadał jej ostateczne ramy organizacyjne i kształt pracy.
 
Ponieważ nie mieliśmy własnego lokalu, początkowo spotkania odbywały się u SS. Oblatek Serca Pana Jezusa przy ul. Zielonej w Poznaniu. Były to zebrania miesięczne, podczas których - po mszy św. – wygłaszano krótkie referaty.
 
Wnet ks. prof. Wolniewicz zwrócił szczególną uwagę na Sekcję Pogłębienia Wiedzy Religijnej. Postanowił jej członków przygotowywać i formować do pogłębionego apostolatu słowa i systematycznego poznawania nauki Kościoła, przekazywanej w Dokumentach Soboru Watykańskiego II.
 
Zaczęliśmy pracę w IV kwartale 1992 r., było nas wtedy 12 – 15 osób. Podczas stałych comiesięcznych spotkań poznawaliśmy odpowiednie teksty, referowaliśmy opracowane tematy i w czasie dyskusji wnosiliśmy ewentualne poprawki oraz uzupełnienia. Tak opracowane referaty były następnie odczytywane na ogólnych zebraniach sodalicyjnych zawsze połączonych ze mszą świętą.
 
Pamiętam, że niektóre teksty były dla nas – początkujących – bardzo trudne. Już napisane referaty należało nieraz zmieniać, gdyż Ksiądz Moderator cierpliwie naprowadzał nas na właściwe rozumienie tekstu. Niejednokrotnie w oczach pojawiały się łezki, bo ks. Profesor był bardzo wymagający. Referat musiał być napisany na celująco, by mógł być prezentowany ogółowi na comiesięcznych spotkaniach.
 
Wymagania i trud ks. Moderatora, by nas odpowiednio i należycie przygotować do samodzielnej pracy i pisania referatów, teraz owocuje i za to jesteśmy Mu bardzo wdzięczni i dziękujemy z całego serca.
 
Ks. Moderator poświęcał nam również dużo swego prywatnego czasu w celu skonsultowania napisanej pracy. Zawsze znalazł też miłe słowo, by zachęcić do dalszego wysiłku.
 
Jesteśmy nie tylko wdzięczni Ks. Profesorowi i Moderatorowi Marianowi Wolniewiczowi za tyle serca i trudu, jaki włożył w ukształtowanie Sekcji Pogłębienia Wiedzy Religijnej oraz jej członków. Jesteśmy także zobowiązani przekazywać pamięć o Nim.
 
Maria Kaczmarek
 
 
 
 Zaczęło się na ul. Zielonej
 
 
Za namową koleżanek poszłam na ul. Zieloną na spotkanie Sodalicji Mariańskiej. Było to zebranie Sekcji Pogłębienia Wiedzy Religijnej. Znalazłam się w grupie bliżej mi nieznanych osób, której przewodniczył ks. Prof. Marian Wolniewicz. Głównym punktem zebrania o tradycyjnym programie, był – jeśli sobie dobrze przypominam – referat na temat Eucharystii. Po jego odczytaniu nastąpiła dyskusja, którą zamykał swoją oceną ks. Moderator.
 
Siedziałam skupiona i słuchałam, obserwując zarazem reakcje pozostałych uczestników zebrania. Odniosłam wtedy wrażenie, że referat był trochę za długi i bardzo „uczony”. Czy potrafiłabym taki napisać?
 
Ksiądz Wolniewicz przez cały czas zachował spokój i skupienie. Ciekawiło mnie, co też powie na zakończenie. Gdy referentka skończyła, zapadło milczenie. Nie pamiętam już po tylu latach treści wypowiedzi Ks. Moderatora. Pamiętam tylko, że była to ocena krytyczna i bardzo stanowcza. Referentka dostała pracę do poprawek.
 
Przestraszyłam się.
 
Po wyjściu z zebrania już na ulicy postanowiłam, że więcej na takie spotkanie nie pójdę. Czułam, że nie jestem przygotowana do podobnej pracy w Sekcji. Bałam się źle zrobić, zatem lepiej nie angażować się. Jednak stało się inaczej.
 
Do bezpośredniego spotkania z Ks. Moderatorem doszło w latach 80-tych. Właśnie trwały przygotowania do 46 Światowego Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu.. Członkowie naszej Sekcji mieli się zapoznać z historią kongresów od ich początku do naszych czasów. I wtedy padło na mnie – a ja wstydziłam się odmówić! To miał być mój pierwszy referat!
 
Ogarnął mnie niesamowity lęk. Czy sama sobie poradzę? Gdzie szukać materiałów do opracowania? Jak dotrę do źródeł? Dokąd się udać? Jedyną pociechą było to, że miałam dużo czasu do opracowania tematu.
 
W Pniewach nasza Sodalicja miała rekolekcje pod kierunkiem ks. Wolniewicza.
 
Zdarzyło się, że w wolnym czasie spotkaliśmy się w parku na spacerze. Ks. Moderator był sam i pomyślałam sobie, że jak mam szukać pomocy – to właśnie nadarzyła się okazja.
 
Zdenerwowana i bardzo pokorna przeprosiłam, że przerywam chwilę ciszy i wytchnienia po nauce rekolekcyjnej. Poprosiłam o pomoc i radę, gdzie mam szukać materiałów do pracy, bo to mój pierwszy referat, a chciałabym opracować go jak najlepiej. Uśmiechnął się i bardzo życzliwie ze spokojem omówił obszernie całe zagadnienie i skierował do bibliotek, w których należało szukać.
 
Zdumiałam się wówczas ks. Profesora gotowością do rozmowy, mądrością i łagodnością. To prawda, dużo wymagał, ale równocześnie podnosił na duchu i dostrzegał wartość człowieka.
 
Byłam szczęśliwa i wdzięczna, że pomógł mi rozwiązać trudności. Znalazłam potem wszystko, dotarłam do źródeł. Mój pierwszy referat o historii światowych Kongresów Eucharystycznych napisałam i – został przyjęty bez poprawek!
 
Charlotta Maria Kaczmarek
 
 
 
Imieniny u Ks. Moderatora
 
Święto Matki Bożej Gromnicznej 2 lutego dla poznańskiej Sodalicji Mariańskiej było zawsze ważną datą. Było to nie tylko święto Matki Bożej ale także imieniny naszego Moderatora.
 
Zwykle z pewnym wyprzedzeniem uzgadniałam datę i godzinę wizyty, przygotowywaliśmy kwiaty i mały upominek – najczęściej słodkości i owoce. Zwyczajowo w delegacji szła konsulta i punktualnie, po wysokich i stromych schodach, wchodziliśmy do bardzo gościnnego mieszkania ks. Solenizanta. Gospodarz, czyli ks. Moderator, witał od drzwi z uśmiechem i pomagał przy zdejmowaniu okrycia.
 
Życzenia przyjmował z humorem, często dowcipkując – albo też z powagą, gdy składający je wygłaszał przygotowaną uprzednio mowę. Przy kawie i słodkościach swobodnie prowadził rozmowę i pytał zarówno o sprawy sodalicyjne jak i prywatne czy ogólne. Mówiliśmy o osiągnięciach jak i kłopotach. Wracaliśmy do lat młodości – szkolnych, studenckich, kiedy byliśmy „piękni i młodzi” (określenie ks. Moderatora!); nawiązywaliśmy do aktualnych bolączek. Atmosfera tamtych spotkań była ciepła, przyjazna.
 
Bywało, że w tym samym czasie przychodzili inni goście. Kiedyś spotkaliśmy się z ks. bp. Fortuniakiem, który, gdy już zamierzaliśmy wyjść, zatrzymywał nas, by jeszcze porozmawiać i pożartować. Dzisiaj cenną pamiątką z tamtego spotkania jest fotografia, utrwalająca wspomnienia.
 
Imieniny księdza Moderatora Mariana Wolniewicza w dniu Święta Matki Bożej Gromnicznej, na wysokim II piętrze zabytkowej Psałterii opodal poznańskiej Katedry, były zawsze dużym przeżyciem.
 
Aleksandra Krotofil
 
 
 
Moje pierwsze spotkanie z ks. Moderatorem
 
Przeżyłam straszny wypadek samochodowy, w którym zginął mój małżonek. Ja z bardzo rozległymi obrażeniami przeżyłam. Po intensywnej kuracji oraz wielomiesięcznym pobycie w szpitalu wróciłam do domu. Wymagałam leczenia ran fizycznych i psychicznych. Cały mój świat runął. Trudno mi było pozbierać się. Byłam zagubiona i zdruzgotana, bezradna jak małe dziecko.
 
Dzięki znajomej lekarce trafiłam na rekolekcje Sodalicji Mariańskiej w Pniewach, prowadzone właśnie przez ks. prof. Mariana Wolniewicza. Podczas rozmowy w cztery oczy przedstawiłam swoją sytuację i rozterkę, niczego nie ukrywając. Długo słuchał mnie w wielkim skupieniu i z uwagą, a potem bardzo spokojnie, z dużą dozą zrozumienia, wyrozumiałością i czułością udzielił rad, wskazówek i pouczeń. Wskazywał na miłosierdzie Boże. Uświadomił mi, że Bóg nas zawsze i bezinteresownie kocha mimo naszych ułomności, słabości i niewdzięczności. Pouczył, że mam mieć nadzieję, zaufać i dziękować Bogu, bo skoro mnie zachował przy życiu – to najlepszy dowód jego miłości i przebaczenia.
 
Po okresie przygotowawczym zostałam przyjęta do Sodalicji Mariańskiej. Moja przysięga złożona Maryi na ręce ks. Moderatora – to źródło mojej wielkiej radości, ale też i dla ks. Profesora – jak to widziałam - była radością.
 
Maria Korcz
 
[Sodalis Marianus 1(14), 2006, 30-38]
 
 
 
 
 
Ks. M. Wolniewicz
 
Pociągnąłeś mnie za Sobą
Kiedy byłem dzieckiem
Pokazując że Twe drogi
Są milsze niż świeckie
 
Pociągnąłeś mnie za Sobą
W dniach wczesnej młodości
Która bardziej ufa sobie
Niż wieków mądrości
 
Pociągnąłeś mnie za Sobą
Gdy nadszedł wiek męski
                              Znający smak powodzenia
I trudu i klęski
 
Pociągasz mnie też za Sobą
W sędziwej starości
W której cichną gniew i burze
I żyje się prościej
 
Nie opuszczaj mnie gdy przyjdzie
Godzina rozstania
W której ogrom Twej miłości
W pełni się odsłania
W.M.
 
 
Śp. ks. prof. Marian Wolniewicz
 
Pierwszy Moderator reaktywowanej po II wojnie światowej
Sodalicji Mariańskiej w Poznaniu.
 
 
            Mówcy, żegnający ks. Mariana Wolniewicza, zmarłego w dniu 14 lipca 2005 r., – oprócz wielu osobistych cech i zasług – przede wszystkim podkreślali ogromny dorobek naukowy i pozycję, jaką ks. Profesor zajął w dziedzinie polskiej biblistyki. W Katedrze jak i na cmentarzu miłostowskim w Poznaniu, gdzie został pochowany, w modlitewnej zadumie i hołdzie skromnemu Człowiekowi pochylały się zarówno głowy dostojnych przedstawicieli Kościoła, świata nauki oraz władz miasta, jak i młodszych generacji duchowieństwa. Wielu spośród nich uczył i wypromował Ksiądz Profesor!
            Żegnała Zmarłego liczna Rodzina, grono Przyjaciół – ale też reaktywowana poznańska Sodalicja Mariańska, której pierwszym Moderatorem był śp. ks. Marian Wolniewicz. W przemówieniu pożegnalnym Duszpasterza Archidiecezji ks. arcybpa Stanisława Gądeckiego była krótka wzmianka o łączności zmarłego ks. Profesora z Sodalicją Mariańską.
Spróbujmy ją nieco rozszerzyć, skłania bowiem do tego również lakoniczna i niepełna informacja umieszczona w Przewodniku Katolickim (1), że był sodalicyjnym moderatorem w latach 1988 – 1997 (1).
 W swojej „Autobiografii” (2) Autor dwukrotnie wspomina o istnieniu Sodalicji Mariańskiej w gimnazjum „apud sanctam Magdalenam”, do którego uczęszczał jako uczeń. Jednak nie podaje, czy był jej członkiem. Ani siostra Regina Wolniewicz, ani przyjaciele z ławy szkolnej – pp. Bernard Buchwald i Andrzej Horoszkiewicz - nie mogą z całą pewnością potwierdzić, że Marian Wolniewicz był sodalisem, albo że nie był. Nie zachowały się też żadne dokumenty Jego przynależności do Sodalicji Mariańskiej.
            Marian Wolniewicz został wyświęcony na księdza 7 maja 1944 r. w Sandomierzu.. W kręgu zainteresowań młodego prezbitera była droga naukowa. Ale trwała wojna Gdy po zakończeniu działań wojennych ks. Wolniewicz wrócił w rodzinne strony i zgłosił się do ks. arcybpa Walentego Dymka, otrzymał skierowanie do ... pracy duszpasterskiej w Lesznie z dniem 12 kwietnia 1945 roku. Jak pisze w „Autobiografii” (3) oraz w słowie wstępnym do poznańskiej Księgi Jubileuszowej Sodalicji Mariańskiej 1988 – 1998 (4), pełnił tam obowiązki wikariusza kooperatora w parafii Św. Mikołaja. Opiekował się też organizacjami i stowarzyszeniami– między innymi – Sodalicją Mariańską Pań. Zresztą w owym czasie była to w Lesznie jedyna sodalicja.
            Szkoda, że w „Dziejach parafii Św. Mikołaja w Lesznie” (5) jest zanotowane tylko nazwisko i funkcja ks. Mariana Wolniewicza, natomiast nie ma żadnych bliższych informacji na temat jego działalności jako moderatora sodalicyjnego.
            Z dniem 1 października 1946 r. ks. Wolniewicz w Poznaniu podjął obowiązki „prefekta czyli nauczyciela religii w Państwowym Gimnazjum i Liceum im. Ignacego Paderewskiego”. Spełniając życzenia uczniów, uczył także w gimnazjum Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych [TUR]. (6) Tak było do końca roku szkolnego 1947/48.
Jesienią 1948 r. ks. Marian wrócił do Lublina i podjął studia na KUL’u. Odtąd praca naukowa zawładnęła ks. Wolniewiczem do tego stopnia, że w swoim szkicu autobiograficznym aż do końca lat pięćdziesiątych nie wspominał o Sodalicji Mariańskiej. Dopiero zamieszkanie na ul. Zielonej w Poznaniu, gdzie został kapelanem u Sióstr Oblatek Serca Jezusa, przybliżyło na nowo kontakt z sodalisami i sodaliskami (7). Był to kontakt niejawny, ponieważ w tym czasie Sodalicja Mariańska formalnie nie istniała. Podobnie nie istniały także inne organizacje i stowarzyszenia religijne, zawieszone przez Prymasa ks. Stefana Wyszyńskiego 4 listopada 1949 roku. Była to odpowiedź na restrykcyjne zarządzenia polskich władz państwowych.
Brak oficjalnych form organizacyjnych nie przeszkadzał jednak poszczególnym sodaliskom i sodalisom w utrzymywaniu więzi na terenie towarzyskim. Z czasem doszło też do wspólnego uczestniczenia we mszach św., po których spotykano się przy kawie. Przykładem jest obecna Sodalicja Mariańska, powstała dzięki pomocy ks. prof. Mariana Wolniewicza. Jej grupę inicjatywną stanowiły: urszulanka s. Maria Klinik SJK, Janina Jabłońska, Monika Kajzer, Maria Kędzianka i Krystyna Saganowska.
Jesienią 1987 r. (?) na spotkaniu w Kaplicy Sióstr Urszulanek przy ul. Skarbowej padło pytanie: „Kto będzie moderatorem?” Zgłosiła się Krystyna Medycka, która w porozumieniu z obecną też na spotkaniu Reginą Wolniewicz zobowiązała się prosić ks. Mariana Wolniewicza, o przyjęcie obowiązków opiekuna Sodalicji Mariańskiej. Tak się stało.
Po latach ks. prof. Marian Wolniewicz napisał w naszej Księdze Jubileuszowej:
„Zgodziłem się więc i postanowiliśmy rozpocząć spotkania od patronalnego święta Sodalicji Mariańskich, które przypada na dzień ósmy grudnia, w Święto Niepokalanego Poczęcia Najśw. Maryi Panny.”
Uroczystą Mszę św., rozpoczynającą działalność nowej Sodalicji Mariańskiej, odprawił ks. prof. Marian Wolniewicz w 1988 roku w kaplicy SS. Oblatek SPJ przy ul. Zielonej w Poznaniu (7). Oficjalnie opiekę nad Poznańską Sodalicją Mariańską przejął trzy lata później na mocy pisma z Kurii Arcybiskupiej z d. 10 października 1991 r.
Kiedy wiosną 1998 r. na własne życzenie złożył funkcję moderatora, ze wskazaniem na ks. prof. Ludwika Wciórkę, ks. arcybp Juliusz Paetz, mianował ks. Mariana Wolniewicza Honorowym Moderatorem Sodalicji (8).
 
Krystyna Medycka
-----------------------------------------------------------------------------------------
Odsyłacze:
(1) Przewodnik Katolicki nr30, 24.07.2005
(2) „Autobiografia” str. 278. 302 w: Scriptura Sacra Posnaniensis Opuscula Mariano Wolniewicz Octogenario Dedicata,Praca zbiorowa wyd. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – Wydział Teologiczny.
(3) „Autobiografia” str. 325
(4) Księga Jubileuszowa Sodalicji Mariańskiej 1988 – 1998.
(5) Dzieje parafii Św. Mikołaja w Lesznie. str. 319 .
(6) „Autobiografia” str.325
(7)      „      „            „  332
(8) List Arcybiskupa Metropolity w: Księga Jubileuszowa ...
Bibliografia:
 
!. Scriptura Sacra Posnaniensis Opuscula Mariano Wolniewicz Octogenario Dedicata, wyd. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – Wydział Teologiczny Praca zbiorowa. Poznań 2002
2. Dzieje parafii Św. Mikołaja w Lesznie. Praca zbiorowa pod red. Ks. K. Kaczmarka. Leszno 1995
3. Księga Jubileuszowa Sodalicji Mariańskiej p.w. N.M.P. Królowej Korony Polskiej i bł. Jolanty przy Kaplicy Wieczystej Adoracji we Farze Poznańskiej 1988 – 1998. Praca zbiorowa pod red. K. Medyckiej. Poznań
4. Protokóły zebrań sprawozdawczo-wyborczych i Sekcji Pogłębienia Wiedzy Religijnej oraz Kroniki poznańskiej Sodalicji Mariańskiej.
5. Przewodnik Katolicki nr 30, 24.07.2005.
 
 
Krystyna Medycka
Członkowie poznańskiej Sodalicji Mariańskiej wspominają
Śp. Moderatora Seniora Ks. Mariana Wolniewicza.
 
1. Ksiądz Profesor.
 
            W latach 1985 - 90 studiowałam teologię na Papieskim Wydziale Teologicznym w Poznaniu. Na IV i V roku studiów chodziłam na wykłady Pisma Świętego Nowego Testamentu ks. prof. Mariana Wolniewicza. Zajmował się tylko Ewangelią św. Mateusza i Ewangelią św. Jana. W pewnym sensie Jego egzegeza tekstów biblijnych była dla mnie objawieniem, nie tylko dlatego, że opierała się na wnikliwie stosowanej hermeneutyce biblijnej, ale również na Jego osobistym zaangażowaniu się w wykładane treści. W Jego ujmowaniu Pismo Święte nabierało aktualności i ukazywało bliski każdemu słuchaczowi wymiar egzystencjalny.
            Wykłady ks. Wolniewicza dalekie od podręcznikowych schematów, były przeładowane wręcz szczegółami trudnymi do odnalezienia w podręcznikowych opracowaniach. Nie było z egzaminami...
Profesor konsekwentnie egzekwował znajomość wyłożonego materiału do najmniejszych szczegółów. Bardzo często na egzaminie kazał ukazać pewien wątek we wszystkich ewangeliach, w Dziejach Apostolskich oraz w Apokalipsie z dokładnym podawaniem numerów rozdziałów i wersetów. To była dla nas trudność prawie nie do pokonania. Kiedyś na kolejnym egzaminie postawił pytanie: dlaczego materiał z wykładów jakoś jeszcze umiecie, a reszty nie? Pamiętam, że wtedy powiedziałam, iż mamy takie trudności z powodu problemów z zapamiętaniem numeracji poszczególnych rozdziałów i wersetów.
Po latach spotkałam Księdza Profesora w Sodalicji Mariańskiej. Właśnie przygotowałam teksty Modlitwy Wiernych i spontanicznie przytoczyłam cytat z Listu św. Pawła do Galatów z dokładną numeracją. Zobaczyłam wtedy zadowolenie Księdza Profesora; spostrzegł, że Jego nauka nie poszła na marne.
Jednak na studiach z tego powodu nigdy egzaminu nie zdawało się za pierwszym razem; czasem za siódmym albo nawet za ósmym. Szczególną trudność u Księdza Profesora miały panie. Uważał bowiem, że im teologia do niczego nie jest potrzebna i właściwie bezcelowo męczą się. Z trochę łagodniejszym podejściem Księdza Profesora spotkałam się po latach, kiedy odbywałam studia licencjackie i Ksiądz Profesor wymagał już wtedy bardzo samodzielnej pracy i ściśle teologicznego wyrażania swoich myśli.
            Pomimo dystansu, który między nami istniał i respektu, a nawet lęku, jaki się odczuwało przed Księdzem Profesorem, cieszył się powszechnym szacunkiem. Podkreślał często, że jest wychowany na duchowości jezuickiej, a w niej - jak mawiał - kiedy przełożony położy kogoś w danej pozycji, trzeba tak długo leżeć, aż przyjdzie i sam to zmieni; na znak na modlitwy należy wszystko natychmiast zostawiać, chociaż byłoby to w połowie zdania. Ubolewał, że dziś klerycy imy świeccy studiujący teologię takiej formacji nie mamy.
Podziwiałam też u Księdza Profesora wielkie opanowanie i ascezę. Kiedyś przyjechał z Warszawy z ATK prosto na nasz wykład, który miał trwać dwie godziny. Musiał być zmęczony i odczuwać głód, bo kiedy zauważył na sąsiednim stole resztki śniadania naszej koleżanki, od razu bardzo stanowczym głosem poprosił ją o schowanie tego, by nie miał żadnej pokusy i łaknienia. Uczył nas, byśmy nie tylko zdobywali wiedzę, ale swoje notatki brali często na adorację przed Najświętszym Sakramentem i z nimi się modlili.
Podczas jednych z rekolekcji w Rościnnie prosił, by podczas Adoracji wpisywać się na poszczególne godziny, by jeden drugiego mógł prosić o modlitwę. W ten sposób stworzył się wspólny łańcuch modlitewny. Ksiądz Profesor mawiał często, że naszą zasadą w życiu nie powinno być :”Scire ipsum scire”, tylko „scire propter amare” - studiujemy nie by wiedzieć lecz  po to, by kochać, by służyć.
Kiedyś też na wykładzie przyznał się, że wie, iż jest nerwowy i nie może się z tego poprawić, ale teraz zmienił spowiednika i ufa, że będzie lepiej. Mamy być cierpliwi. Podziwiałam wielką pokorę i prostotę tego wyznania, ale taki był Ksiądz Profesor...
Dlatego treści, które nam przekazał, nie tylko poprzez naukę, ale także przez swoją kapłańską postawę są i pozostaną dla mnie drogowskazem na całe życie.
Beata Pryba
 
2. Ksiądz Moderator i Profesor.
 
            Uroczystą Mszą św. w dniu 8 grudnia 1988 r. rozpoczęła się w Poznaniu działalność odrodzonej Sodalicji Mariańskiej. Obowiązki moderatora przyjął wówczas Ks. Prof. Marian Wolniewicz.
            Jak wynika z zachowanych protokółów Konsulty oraz Sekcji P.W.R., już na początku utworzono trzy: Misyjno-Charytatywną, Liturgiczną i Pogłębienia Wiedzy Religijnej. Tę ostatnią z zastrzeżeniem, że na zebraniu konieczna jest obecność ks. Moderatora. Dopiero w 1992 r. kolejny Zarząd S.M. i wybrany jako przewodniczący Sekcji sod. Jan Deskur nadał jej ostateczne ramy organizacyjne i kształt pracy.
            Ponieważ nie mieliśmy własnego lokalu, początkowe spotkania odbywały się u SS. Oblatek  Serca Pana Jezusa przy ul. Zielonej w Poznaniu. Były to zebrania miesięczne, podczas których - po mszy św. – wygłaszano krótkie referaty.
Wnet ks. prof. Wolniewicz zwrócił szczególną uwagę na Sekcję Pogłębienia Wiedzy Religijnej. Postanowił jej członków przygotowywać i formować do pogłębionego apostolatu słowa i systematycznego poznawania nauki Kościoła, przekazywanej w Dokumentach Soboru Watykańskiego II.
Zaczęliśmy pracę w IV kwartale 1992 r., było nas wtedy 12 – 15 osób. Podczas stałych comiesięcznych spotkań poznawaliśmy odpowiednie teksty, referowaliśmy opracowane tematy i w czasie dyskusji wnosiliśmy ewentualne poprawki oraz uzupełnienia. Tak opracowane referaty były następnie odczytywane na ogólnych zebraniach sodalicyjnych zawsze połączonych ze mszą świętą.
Pamiętam, że niektóre teksty były dla nas – początkujących – bardzo trudne. Już napisane referaty należało nieraz zmieniać, gdyż Ksiądz Moderator cierpliwie naprowadzał nas na właściwe rozumienie tekstu. Niejednokrotnie w oczach pojawiały się łezki, bo ks. Profesor był bardzo wymagający. Referat musiał być napisany na celująco, by mógł być prezentowany ogółowi na comiesięcznych spotkaniach.
Wymagania i trud ks. Moderatora, by nas odpowiednio i należycie przygotować do samodzielnej pracy i pisania referatów, teraz owocuje i za to jesteśmy Mu bardzo wdzięczni i dziękujemy z całego serca.
Ks. Moderator poświęcał nam również dużo swego prywatnego czasu w celu skonsultowania napisanej pracy. Zawsze znalazł też miłe słowo, by zachęcić do dalszego wysiłku.
Jesteśmy nie tylko wdzięczni Ks. Profesorowi i Moderatorowi Marianowi Wolniewiczowi za tyle serca i trudu, jaki włożył w ukształtowanie Sekcji Pogłębienia Wiedzy Religijnej oraz jej członków. Jesteśmy także zobowiązani przekazywać pamięć o Nim.
Maria Kaczmarek
 
3. Zaczęło się na z ul. Zielonej.
 
            Za namową koleżanek poszłam na ul. Zieloną na spotkanie Sodalicji Mariańskiej. Było to zebranie Sekcji Pogłębienia Wiedzy Religijnej. Znalazłam się w grupie bliżej mi nie znanych osób, której przewodniczył ks. prof. Marian Wolniewicz. Głównym punktem zebrania o tradycyjnym programie, był – jeśli sobie dobrze przypominam – referat na temat Eucharystii. Po jego odczytaniu nastąpiła dyskusja, którą zamykał swoją oceną ks. Moderator.
            Siedziałam skupiona i słuchałam, obserwując zarazem reakcje pozostałych uczestników zebrania. Odniosłam wtedy wrażenie, że referat był trochę za długi i bardzo „uczony”. Czy potrafiłabym taki napisać?
            Ksiądz Wolniewicz przez cały czas zachował spokój i skupienie. Ciekawiło mnie, co też powie na zakończenie. Gdy referentka skończyła, zapadło milczenie. Nie pamiętam już po tylu latach treści wypowiedzi Ks. Moderatora. Pamiętam tylko, że była to ocena krytyczna i bardzo stanowcza. Referentka dostała pracę do poprawek.
Przestraszyłam się.
            Po wyjściu z zebrania już na ulicy postanowiłam, że więcej na takie spotkanie nie pójdę. Czułam, że nie jestem przygotowana do podobnej pracy w Sekcji. Bałam się źle zrobić, zatem lepiej nie angażować się. Jednak stało się inaczej.
Do bezpośredniego spotkania z Ks. Moderatorem doszło w latach 80-tych. Właśnie trwały przygotowania do 46 Światowego Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu.. Członkowie naszej Sekcji mieli się zapoznać z historią kongresów od ich początku do naszych czasów. I wtedy padło na mnie – a ja wstydziłam się odmówić! To miał być mój pierwszy referat!
Ogarnął mnie niesamowity lęk. Czy sama sobie poradzę? Gdzie szukać materiałów do opracowania? Jak dotrę do źródeł? Dokąd się udać? Jedyną pociechą było to, że miałam dużo czasu do opracowania tematu.
            W Pniewach nasza Sodalicja miała rekolekcje pod kierunkiem ks. Wolniewicza.
Zdarzyło się, że w wolnym czasie spotkaliśmy się w parku na spacerze. Ks. Moderator był sam i pomyślałam sobie, że jak mam szukać pomocy – to właśnie nadarzyła się okazja.
            Zdenerwowana i bardzo pokorna przeprosiłam, że przerywam chwilę ciszy i wytchnienia po nauce rekolekcyjnej. Poprosiłam o pomoc i radę, gdzie mam szukać materiały do pracy, bo to mój pierwszy referat, a chciałabym opracować go jak najlepiej. Uśmiechnął się i bardzo życzliwie ze spokojem omówił obszernie całe zagadnienie i skierował do bibliotek, w których należało szukać.
            Zdumiałam się wówczas ks. Profesora gotowością do rozmowy, mądrością i łagodnością. To prawda, dużo wymagał, ale równocześnie podnosił na duchu i dostrzegał wartość człowieka.
Byłam szczęśliwa i wdzięczna, że pomógł mi rozwiązać trudności. Znalazłam potem wszystko, dotarłam do źródeł. Mój pierwszy referat o historii światowych Kongresów Eucharystycznych napisałam i – został przyjęty bez poprawek!
Charlotta Maria Kaczmarek
 
4. Imieniny u Ks. Moderatora.
 
            Święto Matki Bożej Gromnicznej 2 lutego dla poznańskiej Sodalicji Mariańskiej było zawsze ważną datą. Było to nie tylko święto Matki Bożej ale także imieniny naszego Moderatora.
             Zwykle z pewnym wyprzedzeniem uzgadniałam datę i godzinę wizyty, przygotowywaliśmy kwiaty i mały upominek – najczęściej słodkości i owoce. Zwyczajowo w delegacji szła konsulta i punktualnie, po wysokich i stromych schodach, wchodziliśmy do bardzo gościnnego mieszkania ks. Solenizanta. Gospodarz, czyli ks. Moderator, witał od drzwi z uśmiechem i pomagał przy zdejmowaniu okrycia.
            Życzenia przyjmował z humorem, często dowcipkując – albo też z powagą, gdy składający je wygłaszał przygotowaną uprzednio mowę. Przy kawie i słodkościach swobodnie prowadził rozmowę i pytał zarówno o sprawy sodalicyjne jak i prywatne czy ogólne. Mówiliśmy o osiągnięciach jak i kłopotach. Wracaliśmy do lat młodości – szkolnych, studenckich, kiedy byliśmy „piękni i młodzi” (określenie ks. Moderatora!); nawiązywaliśmy do aktualnych bolączek. Atmosfera tamtych spotkań była ciepła, przyjazna.
            Bywało, że w tym samym czasie przychodzili inni goście. Kiedyś spotkaliśmy się z ks. bp. Fortuniakiem, który, gdy już zamierzaliśmy wyjść, zatrzymywał nas, by jeszcze porozmawiać i pożartować. Dzisiaj cenną pamiątką z tamtego spotkania jest fotografia, utrwalająca wspomnienia.
            Imieniny księdza Moderatora Mariana Wolniewicza w dniu Święta Matki Bożej Gromnicznej, na wysokim II piętrze zabytkowej Psałterii opodal poznańskiej Katedry, były zawsze dużym przeżyciem.
Aleksandra Krotofil
 
4. Moje pierwsze spotkanie z ks. Moderatorem.
 
            Przeżyłam straszny wypadek samochodowy, w którym zginął mój małżonek. Ja z bardzo rozległymi obrażeniami przeżyłam. Po intensywnej kuracji oraz wielomiesięcznym pobycie w szpitalu wróciłam do domu. Wymagałam leczenia ran fizycznych i psychicznych. Cały mój świat runął. Trudno mi było pozbierać się. Byłam zagubiona i zdruzgotana, bezradna jak małe dziecko.
                Dzięki znajomej lekarce trafiłam na rekolekcje Sodalicji Mariańskiej w Pniewach, prowadzone właśnie przez ks. prof. Mariana Wolniewicza. Podczas rozmowy w cztery oczy przedstawiłam swoją sytuację i rozterkę, niczego nie ukrywając. Długo słuchał mnie w wielkim skupieniu i z uwagą, a potem bardzo spokojnie, z dużą dozą zrozumienia, wyrozumiałością i czułością udzielił rad, wskazówek i pouczeń. Wskazywał na miłosierdzie Boże. Uświadomił mi, że Bóg nas zawsze i bezinteresownie kocha mimo naszych ułomności, słabości i niewdzięczności. Pouczył, że mam mieć nadzieję, zaufać i dziękować Bogu, bo skoro mnie zachował przy życiu – to najlepszy dowód jego miłości i przebaczenia.
            Po okresie przygotowawczym zostałam przyjęta do Sodalicji Mariańskiej. Moja przysięga złożona Maryi na ręce ks. Moderatora – to źródło mojej wielkiej radości, ale też i dla ks. Profesora – jak to widziałam - była radością.
Maria Korcz
 
5. Nasz Jubileusz.
 
            Moje wspomnienie jest bardzo osobiste, gdyż muszę się przyznać, że chociaż odnosiłam do ks. Moderatora z wielkim szacunkiem i podziwem za jego wiedzę i umiejętność pięknego i jasnego wykładu, to trochę się Go bałam, bo był wymagający i surowy w sądach o naszej niedoskonałej wiedzy religijnej. Dopiero dzień 16 lipca 1996 roku dał mi okazję poznać jeszcze jedną cechę ks. Profesora.
            W tym dniu wraz z małżonkiem obchodziliśmy Jubileusz 50-lecia pożycia małżeńskiego. Ks. Moderator nie tylko zgodził się odprawić mszę św. w naszej intencji, ale także przyjął zaproszenie na uroczystość weselną, na której atmosfera była bardzo radosna i serdeczna. Od tego czasu ks. Profesor przy każdym spotkaniu, nawet na ulicy witał nas z otwartymi ramionami i słowami: „Aa witam was, moi kochani jubilaci!”
Kiedyś spotkaliśmy się na Ostrowiu Tumskim w gronie licznej rodziny. Powitanie było jak zawsze bardzo wylewne, a prezentacja rodziny tak samo serdeczna.           I jeszcze jedno wspomnienie. W Święta Wielkanocne i Bożego Narodzenia, kiedy tradycyjnie nocowaliśmy u synostwa na osiedlu Czecha, uczestniczyliśmy też we mszy św. odprawianej zawsze przez ks. Profesora w kościele Św. Marka. Zaraz po nabożeństwie szliśmy do zakrystii, by złożyć życzenia. Spotkanie było radosne, by nie powiedzieć także „gadatliwe”. Nawet ks. Proboszcz musiał dyskretnie przypominać, że „śniadanie stygnie”. 
W roku 2004 w Katedrze poznańskiej były obchody 60-lecia kapłaństwa ks. Profesora. Gdy po uroczystościach składaliśmy życzenia, zaprosiłam ks. Wolniewicza na nasze 60-lecie za dwa lata. Odpowiedział: „Jeśli Pan Bóg pozwoli, będę na pewno”.
Jeśli Pan Bóg pozwoli, będziemy czcić nasz jubileusz, ale bez kochanego, dostojnego Gościa, Księdza Profesora. Pamięć Jego serdeczności pozostanie na zawsze w naszej rodzinie.
Kazimiera i Jan Deskurowie